Reklama

Piszę ten list jako mama dwójki dzieci w podstawówce i osoba, która coraz częściej ma wrażenie, że w sprawach szkoły zaczynamy popadać w dziwną hipokryzję.

Nie jestem osobą, która uważa, że wszystko w polskiej szkole działa idealnie. Daleko mi do tego. Ale kiedy czytam komentarze w stylu: „To skandal, że przez rekolekcje nie ma normalnych lekcji”, zaczynam się zastanawiać, gdzie była ta sama troska o edukację dzieci kilka tygodni wcześniej.

Bo wtedy połowa klasy mojego syna była na nartach.

Rekolekcje nagle stały się wielkim problemem

W tym roku temat rekolekcji wywołał wśród rodziców prawdziwą burzę. W grupach klasowych pojawiły się komentarze, że to strata czasu, że szkoła powinna normalnie uczyć, że dzieci tracą cenne godziny lekcyjne.

Przyznam, że czytałam to wszystko z mieszanymi uczuciami.

Bo dokładnie te same osoby jeszcze niedawno pytały na tej samej grupie, czy ktoś ma notatki z lekcji, bo ich dziecko jest na „krótkim wyjeździe” z rodzicami.

Krótki wyjazd okazał się tygodniowym urlopem w Alpach.

Nie mam nic przeciwko wyjazdom rodzinnym. Sama uważam, że wspólny czas jest bardzo ważny. Ale naprawdę trudno mi zrozumieć, dlaczego w jednym przypadku nagle wszyscy zaczynają mówić o „świętości edukacji”, a w drugim nikomu nie przeszkadza opuszczanie tygodnia szkoły.

W klasie mojego syna to już prawie norma

Mam wrażenie, że wyjazdy w trakcie roku szkolnego stają się coraz bardziej popularne. W klasie mojego syna kilka razy w roku zdarza się, że dzieci znikają na kilka dni albo na tydzień, bo rodzice znaleźli tańsze wakacje poza sezonem.

Wiadomo – w kwietniu czy maju ceny są znacznie niższe niż w wakacje. Hotele tańsze, mniej ludzi, pogoda często lepsza.

Rozumiem tę logikę.

Ale wtedy nagle nikogo nie martwi, że dziecko opuszcza lekcje matematyki, języka polskiego czy przyrody. Nikt nie pisze na grupie klasowej, że to „dramat dla edukacji”.

Wręcz przeciwnie – często pojawiają się komentarze w stylu: „Super, też byśmy tak chcieli”.

Dlatego, kiedy kilka tygodni później te same osoby piszą, że rekolekcje „zabierają dzieciom naukę”, trudno mi nie zauważyć pewnej sprzeczności.

szkoła
Mama twierdzi, że dzieci regularnie opuszczają lekcje z powodu wyjazdów, fot. AdobeStock/LIGHTFIELD STUDIOS

Może warto spojrzeć na to trochę uczciwiej

Każdy rodzic podejmuje własne decyzje i każdy ma prawo organizować życie swojej rodziny tak, jak uważa za najlepsze.

Chciałabym tylko, żebyśmy w tych dyskusjach byli trochę bardziej uczciwi wobec siebie.

Bo jeśli naprawdę martwimy się o edukację dzieci, to powinniśmy patrzeć na cały obraz, a nie tylko na jedną sytuację, która akurat nas irytuje.

Rekolekcje trwają zwykle kilka dni w roku. Wyjazdy rodzinne w środku semestru też zabierają dzieciom czas nauki – czasem nawet więcej.

A jednak tylko jedna z tych rzeczy budzi ogromne emocje.

Może więc, zamiast oburzać się na wszystko, co robi szkoła, warto czasem spojrzeć również na własne decyzje i zapytać siebie, czy nie stosujemy trochę podwójnych standardów.

Bo dzieci naprawdę szybko uczą się jednej rzeczy – że zasady są ważne tylko wtedy, gdy akurat nam pasują.

Karina


Napisz o nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Wiadomość w Librusie i 1 dziwne zdanie od nauczycielki. Matka: „Chyba się zapomniała”

Reklama
Reklama
Reklama