Dorota Zawadzka popiera zakaz telefonów dla dzieci. „Rodzice kompletnie nie rozumieją”
Decyzja, która ma wejść w życie już wkrótce, rozpala dyskusję wśród rodziców i nauczycieli. Jedni odetchnęli z ulgą, inni w zakazie używania telefonów przez uczniów widzą zagrożenie.

Jeszcze niedawno telefony w szkołach były traktowane jak naturalne przedłużenie codzienności uczniów. Dziś coraz częściej mówi się o nich jak o jednym z największych wyzwań wychowawczych. Planowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach podstawowych od września 2026 roku wywołuje falę komentarzy – także wśród ekspertów.
Jedną z osób, które zdecydowanie popierają ten kierunek zmian, jest Dorota Zawadzka. W swoim wpisie w mediach społecznościowych nie pozostawia wątpliwości: to krok w dobrą stronę. Ale jednocześnie zwraca uwagę na coś, o czym mówi się znacznie rzadziej.
Zakaz telefonów w szkołach 2026 – co się zmieni?
Zgodnie z zapowiedziami MEN, od 1 września 2026 roku uczniowie szkół podstawowych nie będą mogli korzystać z telefonów komórkowych na terenie placówek. Wyjątki mają dotyczyć jedynie sytuacji dydaktycznych – i to wyłącznie za zgodą nauczyciela.
To rozwiązanie nie jest rewolucją w skali Europy. W wielu krajach podobne regulacje już funkcjonują i – co ważne – przynoszą wymierne efekty. Nauczyciele zauważają poprawę koncentracji uczniów, a także lepsze relacje rówieśnicze. Dzieci częściej rozmawiają, bawią się razem, zamiast znikać w ekranach.
Nie bez znaczenia pozostają również wyniki raportu „Diagnoza Młodzieży 2026”, który jasno pokazuje skalę problemu uzależnienia od internetu wśród najmłodszych. Coraz więcej dzieci ma trudności z odłożeniem telefonu nawet na krótką chwilę, a brak dostępu do sieci wywołuje frustrację i napięcie.
Dorota Zawadzka: „Rodzice nie widzą zagrożeń”
To właśnie ten aspekt najmocniej wybrzmiewa w komentarzu Doroty Zawadzkiej. Ekspertka podkreśla, że sam zakaz to dopiero początek drogi.
Jej zdaniem kluczowe jest wsparcie dla rodziców – poprzez szkolenia, warsztaty i realną edukację. Bo to właśnie dorośli często bagatelizują problem lub go nie dostrzegają. W efekcie dzieci funkcjonują w dwóch zupełnie różnych światach: ograniczeń szkolnych i pełnej swobody w domu.
Zawadzka zwraca uwagę na coś, co w rozmowach o technologii często umyka: brak świadomości. Wielu rodziców traktuje telefon jako narzędzie – wygodne, praktyczne, czasem wręcz niezbędne. Tymczasem dla dziecka to coś znacznie więcej: źródło emocji, bodźców, a często także presji społecznej.
I właśnie ta różnica w postrzeganiu problemu sprawia, że zmiany systemowe mogą nie przynieść oczekiwanych efektów bez zaangażowania rodzin.
Telefon w ręku dziecka – problem nie tylko w szkole
Z perspektywy obserwatora trudno nie zauważyć, że dyskusja o telefonach w szkołach jest w gruncie rzeczy rozmową o czymś znacznie szerszym. O stylu wychowania, granicach i odpowiedzialności.
Szkoła może wprowadzić zakaz. Może stworzyć przestrzeń wolną od ekranów. Ale to dom jest miejscem, w którym kształtują się nawyki. To tam dziecko uczy się, jak korzystać z technologii – albo że granic nie ma.
Wielu nauczycieli przyznaje nieoficjalnie, że największym wyzwaniem nie są uczniowie, ale reakcje rodziców. Sprzeciw wobec ograniczeń, podważanie zasad, a czasem wręcz brak zgody na jakiekolwiek ingerencje w sposób korzystania z telefonu przez dziecko.
Dlatego głos Doroty Zawadzkiej wybrzmiewa dziś szczególnie mocno. Nie jako krytyka, ale jako przypomnienie, że odpowiedzialność za cyfrowy świat dzieci nie kończy się na szkolnym progu.
Planowany zakaz telefonów może stać się początkiem realnej zmiany. Ale tylko wtedy, gdy pójdzie za nim coś więcej niż przepisy. Świadomość, rozmowa i gotowość do wprowadzania zasad – również w domu.
Źródło: Ośrodek Rozwoju Edukacji
Zobacz też: Córka wróciła od koleżanki głodna. „Ciocia powiedziała, że dla mnie nie starczyło już spaghetti”