„Dostałam zdjęcie z przedszkola i łzy napłynęły mi do oczu. Jak mogłam na to pozwolić?”
Jedno zdjęcie. Kilkanaście uśmiechniętych dzieci w kolorowych kostiumach i ona – moja córka – w zwykłych legginsach i bluzeczce. Patrzyłam w telefon i czułam, jak ściska mnie w gardle. Jak mogłam o tym zapomnieć?

Bal karnawałowy. Wiedziałam, że będzie. Naprawdę wiedziałam. Informacja pojawiła się jakiś czas temu – między jedną wiadomością z pracy a drugą, między wizytą u lekarza a zakupami. Przeczytałam, pomyślałam: „Muszę coś ogarnąć”. I… życie przykryło to wszystko.
Rano zawiozłam córkę do przedszkola jak zawsze. Szybkie śniadanie, szybki buziak, szybkie „miłego dnia”. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziś.
W południe na grupie dla rodziców pojawiły się zdjęcia. Księżniczki, strażacy, motylki, superbohaterowie. I ona. Moja dziewczynka. Stojąca trochę z boku. Bez tiulu, bez peleryny, bez korony. W codziennych ubraniach.
Nie wiem, czy ktoś jej coś powiedział. Nie wiem, czy ktoś zapytał: „A ty za kogo jesteś przebrana?”. Ale wiem jedno – musiało być jej przykro.
A mnie zalała fala wstydu.
Dlaczego nikt nie przypomniał?
Najbardziej boli mnie to, że nikt nie napisał dzień wcześniej krótkiej wiadomości przypominającej. Jednego zdania: „Przypominamy, jutro bal – prosimy o przebrania”.
Na grupie przedszkolnej potrafią pojawić się informacje o dodatkowych chusteczkach, składce trzech złotych na teatrzyk czy prośbie o podpisanie bluzy. A tu – cisza.
Gdybym zobaczyła przypomnienie wieczorem, wymyśliłabym cokolwiek. Skrzydła z kartonu. Spódniczkę z bibuły. Opaskę z uszami kota. Cokolwiek, żeby nie była jedyna w zwykłych legginsach.
Wiem, że to moja odpowiedzialność. To ja jestem matką. To ja powinnam pamiętać. Ale czy naprawdę w przedszkolu nie chodzi też o współpracę?
Mam wrażenie, że coraz częściej wymaga się od rodziców stuprocentowej czujności – śledzenia każdej wiadomości, każdej kartki, każdego załącznika. A my też pracujemy, mamy milion spraw na głowie.
Najgorsze było jej „nic się nie stało”
Odebrałam ją tego dnia wcześniej. Bałam się, że zobaczę zapłakane oczy. Że usłyszę pretensję. Tymczasem ona przytuliła się i powiedziała: „Mamo, było fajnie”.
Zapytałam, czy nie było jej smutno bez przebrania. Wzruszyła ramionami. „Trochę. Ale pani powiedziała, że mogę być sobą”.
I to zdanie złamało mnie jeszcze bardziej.
Bo dzieci często są silniejsze niż nam się wydaje. To my nosimy w sobie ten ciężar – że zawiodłyśmy, że nie dopilnowałyśmy, że mogłyśmy bardziej.
Od tamtego dnia sprawdzam grupę trzy razy dziennie. Ustawiam przypomnienia w kalendarzu. Notuję w zeszycie. Może przesadzam. Ale nie chcę już zobaczyć na zdjęciu swojej córki stojącej z boku, kiedy wszyscy wokół błyszczą.
To tylko bal karnawałowy. Tylko jedno przebranie. A jednak dla małego dziecka to cały świat – choćby na jedno przedpołudnie.
Zobacz także: Zapytałam, czy strój na bal karnawałowy musi być nowy. Sala zareagowała szybciej niż dzieci