Reklama

Przez lata starałam się być cierpliwa, profesjonalna i wyrozumiała wobec uczniów i ich rodziców. Ale coraz częściej czuję się zmęczona, sfrustrowana i – szczerze mówiąc – rozgoryczona. To, co dzieje się na moich lekcjach matematyki, odbija się nie tylko na dzieciach, ale też na mnie, jako nauczycielce.

Dzieci coraz mniej skoncentrowane, a presja ze strony rodziców rośnie

W tym roku widzę ogromny spadek koncentracji wśród uczniów. Niektóre dzieci nie są w stanie wytrzymać nawet pięciu minut skupienia, przerywają, rozmawiają, chodzą po klasie, przeszkadzają kolegom. Robię wszystko, co w mojej mocy: tłumaczę powoli, pokazuję na przykładach, podaję zadania dodatkowe. Ale efekt jest mizerny, bo wielu uczniów po prostu nie ma nawyku systematycznej pracy.

Najgorsze jest to, że gdy przychodzą oceny, słyszę pretensje od rodziców: „Dlaczego dała pani jedynkę mojemu dziecku?”, „Dlaczego pani nie pomogła, skoro moje dziecko ma problemy?”. Czasami są to wiadomości pełne wściekłości, w innych przypadkach pełne żalu i poczucia niesprawiedliwości.

A ja wiem, że słabe oceny to nie efekt mojej pracy, lecz efekt tego, co dzieje się w domach. Brak systematyczności, brak zasad, brak konsekwencji – to wszystko widać na lekcjach. Nie mogę wziąć na siebie winy za wychowanie dzieci, które w domu uczą się, że mogą przerywać, krzyczeć lub ignorować polecenia dorosłych.

Często zdarza się, że podczas tłumaczenia prostego zadania matematycznego dziecko wstaje, idzie do łazienki, wraca z przekąską, a w międzyczasie ktoś inny rzuca papierkami po klasie. Gdy proszę o spokój, niektórzy reagują sarkazmem, inni wzruszeniem ramion. W ostatnim tygodniu jeden chłopiec tak głośno przeszkadzał podczas pracy grupowej, że cała grupa nie mogła się skoncentrować, a rodzic napisał później w wiadomości: „Nie rozumiem, dlaczego moje dziecko dostało dwóję. Jest Pani niesprawiedliwa”.

nauczycielka w szkole
Brak systematyczności, brak zasad, brak konsekwencji – to wszystko widać na lekcjach, fot. AdobeStock/motortion

To nie moja wina. Nie będę kozłem ofiarnym

Wiem, że każdy ma swoje problemy, swoje tempo życia i różne podejście do wychowania. Chcę jednak jasno powiedzieć, że to, co dzieje się na lekcjach, jest odbiciem tego, jak dzieci funkcjonują w domu. Jeśli rodzice nie nauczą dziecka szacunku, cierpliwości i systematyczności, to nawet najlepszy nauczyciel nie poradzi sobie z trudnościami w nauce.

Nie mogę też milczeć, kiedy w efekcie tego braku domowego wsparcia uczniowie dostają złe oceny, a ja słyszę pretensje zamiast współpracy. Musimy pamiętać, że szkoła i dom powinny iść ręka w rękę. Bez tego każde dziecko traci szansę na naukę i rozwój, a nauczyciel staje się kozłem ofiarnym, choć robi wszystko, by pomóc.

Apeluję do rodziców: zanim obwinicie nauczyciela, spójrzcie na to, jak Wasze dzieci uczą się w domu. Szkoła nie jest miejscem, gdzie można naprawiać wszystkie zaniedbania wychowawcze. Tylko współpraca, konsekwencja i szacunek mogą sprawić, że edukacja będzie skuteczna, a dzieci będą naprawdę gotowe do życia dorosłego.

Pozdrawiam serdecznie,

Agnieszka W.


Napisz o nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Wiadomość w Librusie i 1 dziwne zdanie od nauczycielki. Matka: „Chyba się zapomniała”

Reklama
Reklama
Reklama