Piszę ten list do wszystkich rodziców, którzy codziennie powierzają nam swoje dzieci i oczekują, że będziemy dla nich tak samo czułe jak rodzice w domu – zawsze gotowe do przytulenia. Chciałabym wyjaśnić, dlaczego czasem jest to po prostu niemożliwe i z czym każdego dnia mierzymy się w przedszkolu.

WIDEO…

player placeholder

Codzienność w przedszkolu to walka z własną bezsilnością

Każdego ranka jest to samo: dzieci tęsknią, boją się, czują się zagubione. Widzę ten ból i wiem, jak bardzo chciałyby znaleźć ukojenie w ramionach dorosłego. Sama mam ochotę przytulić każde z nich, nosić, kołysać, ale wiem, że w grupie dwadzieściorga dzieci jest to po prostu niewykonalne. To nie jest tak, że nie chcę. Po prostu fizycznie nie jestem w stanie być dla każdego tak blisko, jak Państwo są dla swoich dzieci w domu.

Nieraz słyszę od rodziców pretensje, że dziecko przyszło zapłakane, że nie zostało od razu utulone. Proszę mi wierzyć – każda łza Waszego dziecka jest dla mnie ważna, każdą przeżywam razem z nim. Jednak gdy pod moją opieką jest cała grupa maluchów, nie mogę jednej pary rąk rozciągnąć tak, by otulić wszystkich jednocześnie.

Zobacz także:

Obowiązki nauczycielki przedszkola są znacznie szersze niż tylko opieka emocjonalna

Rodzice często mówią: „Proszę przytulać, proszę nosić, moje dziecko bardzo tego potrzebuje”. Wiem o tym. Staram się, naprawdę, ale jestem tylko człowiekiem. Poza tym, że mam pod opieką wiele dzieci, muszę dbać o ich bezpieczeństwo, prowadzić zajęcia, pomagać w czynnościach higienicznych, a także rozwiązywać konflikty, sprzątać czy organizować wspólny czas. Każda minuta mojego dnia jest wypełniona troską o dzieci, ale tych minut – niestety – nie da się rozciągnąć.

Bardzo chciałabym być w stanie podarować każdemu dziecku tyle uwagi, ile dostaje w domu. Niestety, przedszkole to miejsce, gdzie dzieci uczą się funkcjonować w grupie, czekać na swoją kolej, dzielić się opieką dorosłego z innymi. To dla wielu z nich ogromne wyzwanie i doskonale je rozumiem.

Gdy słyszę płacz, staram się być blisko, przemówić dobrym słowem, czasem usiąść przy dziecku i potrzymać za rękę, ale nie zawsze mogę zabrać je na kolana, bo w tej samej chwili inny maluch potrzebuje mojej pomocy.

przedszkole
Nauczycielka tłumaczy, że nie jest w stanie pomóc wszystkim dzieciom jednocześnie, fot. AdobeStock/Татьяна Волкова

Proszę o zrozumienie i wsparcie dla nauczycielek przedszkolnych

Wiem, jak bardzo zależy Państwu na szczęściu swoich dzieci. Jestem z Wami w tej trosce – sama często wychodzę z przedszkola zmęczona i z poczuciem, że mogłam zrobić więcej. Ale proszę o zrozumienie: dzieci płaczą w przedszkolu nie dlatego, że je ignoruję czy nie chcę się nimi zająć. Płaczą, bo przedszkole to trudna szkoła samodzielności, a ja robię wszystko, by każdemu z nich pomóc przejść przez ten czas najłagodniej, jak potrafię.

Czasem muszę powiedzieć dziecku: „Kochanie, teraz chwilkę poczekaj, zaraz przyjdę”. To nie jest obojętność. To jedyna możliwość, by zadbać o wszystkich. Dlatego proszę Was, Rodzice, o wyrozumiałość. Zaufajcie nam, nauczycielkom. Zapewniam – robimy, co możemy. Każdego dnia uczymy się, jak być bliżej Waszych dzieci, jak pomagać im radzić sobie z emocjami i budować poczucie bezpieczeństwa, nawet jeśli czasem płacz musi poczekać na ukojenie.

Z wyrazami szacunku,

Joanna


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Te dzieci w przedszkolu nie są mile widziane”. Rodzice wściekli po wiadomości z placówki