Dzieci przyniosły walentynki dla nauczycielki w szkole. Matka: „Rodzicom pomieszało się w głowach”
Nie mogę uwierzyć, co wydarzyło się w klasie mojego syna. Czy naprawdę powinniśmy kupować nauczycielkom prezenty na walentynki?

Piszę do Państwa, bo jestem naprawdę zdziwiona i muszę podzielić się swoimi przemyśleniami. W klasie mojego syna w tym roku większość dzieci przyniosła bombonierki, czekoladki i inne upominki dla wychowawczyni z okazji walentynek.
Moje dziecko nie dało nic, bo nawet przez myśl mi nie przeszło, że powinnam przygotować prezent dla nauczycielki na walentynki! Gdy dowiedziałam się, że na jej biurku z rana wylądowały te wszystkie paczki, poczułam się jakbym przegapiła coś oczywistego. Mój syn był trochę zaskoczony, że tyle dzieci miało coś dla pani, a on nie.
Walentynki to święto zakochanych – dlaczego dajemy prezenty nauczycielkom?
Nie rozumiem, skąd wzięła się ta moda. Zawsze uważałam, że walentynki to święto zakochanych, czas na miłe gesty dla męża, partnera, ewentualnie bliskich w rodzinie. Nie przyszło mi do głowy, by robić upominki wychowawczyni mojego dziecka. W moim domu nigdy nie praktykowano takich rzeczy – bombonierki czy kartki walentynkowe to sprawa prywatna, nie szkolna.
Byłam szczerze zdziwiona, że inni rodzice poczuli się zobowiązani, by szykować dzieciom drobiazgi dla nauczycielki. Czy to już taka nowa tradycja? Czy musimy przenosić każdą okazję na grunt szkoły?
Dzieci czują presję, a rodzice zaczynają rywalizować – gdzie są granice?
Zapytałam kilka mam, jak one na to patrzą. Jedne mówiły, że nie widzą w tym nic złego – to podobno miły gest dla pani. Inne – tak jak ja – były zaskoczone, że w ogóle pojawił się taki zwyczaj. Ja widzę tu niebezpieczeństwo. Dzieci porównują się ze sobą: kto miał większą bombonierkę, kto dostał lepsze podziękowania od nauczycielki.
Mój syn był przez chwilę smutny, że nie miał prezentu dla pani, choć w domu próbowałam mu tłumaczyć, że nie o to chodzi w walentynkach. Mam wrażenie, że rodzice zamiast się wspierać, zaczynają ze sobą rywalizować i prześcigać się w pomysłach na prezent dla wychowawczyni. Czy to naprawdę ma sens?

Walentynki w szkole – czy nie przesadzamy?
Naprawdę się zastanawiam, gdzie są granice. Czy każda okazja musi być powodem do kupowania prezentów dla nauczycieli? Niedługo będziemy przynosić drobiazgi na dzień marchewki czy święto pieczonego ziemniaka. Uważam, że takie gesty mogą przerodzić się w obowiązek, a przecież nie o to powinno chodzić w szkolnych świętach.
Walentynki w szkole powinny być radosnym dniem dla dzieci, a nie wyścigiem prezentów dla nauczycieli. Chciałabym, żebyśmy wrócili do tego, co naprawdę ważne: szczerości, radości i prawdziwej atmosfery święta. Może warto o tym porozmawiać wśród rodziców i nie dać się zwariować?
Sylwia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Poszła do Dino i wróciła ze łzami w oczach. „Wychowujemy pokolenie pączków w maśle”