Dzieci siedzą w przedszkolu do 18. Nauczycielka: „Współczuję tym maluszkom”
Codziennie patrzę na zegarek i codziennie widzę te same oczy, które wciąż czekają. I choć drzwi przedszkola są otwarte do 18, serce dziecka nie działa według grafiku.

Każdego dnia obserwuję dzieci. Ich radość rano, ich zmęczenie po obiedzie i to szczególne wyczekiwanie po południu. Około 16 większość sal pustoszeje. Zostaje garstka maluchów. Te same twarze. Te same plecaki. I to samo pytanie w oczach: „Czy dziś też będę ostatni?”.
Przedszkole to nie poczekalnia bez końca
Dzieci w wieku przedszkolnym nie mierzą czasu zegarkiem. One mierzą go emocjami. Dla nich dzień w przedszkolu zaczyna się wcześnie i trwa bardzo długo. Nawet jeśli placówka oferuje zajęcia, zabawy, opiekę, to nie zmienia faktu, że to nie jest dom.
O 17:30 dzieci są już inne. Bardziej ciche. Bardziej drażliwe. Czasem nadmiernie pobudzone, czasem apatyczne. Widzę, jak tulą misia, jak siadają przy oknie, jak na każdy dźwięk na korytarzu podnoszą głowę. I za każdym razem, gdy drzwi się otwierają i to nie ich rodzic, widzę drobne rozczarowanie.
Niektóre dzieci pytają wprost: „A moja mama kiedy?”. Inne już nie pytają wcale. One po prostu czekają.
„Przecież ma tu dobrze” – to słyszę najczęściej
Wielu rodziców mówi: „On lubi przedszkole”, „Tu ma kolegów”, „Nie narzeka”. Tylko że dziecko nie zawsze potrafi narzekać. Czasem jego jedynym komunikatem jest zmiana zachowania. Płacz bez powodu. Złość przy odbiorze. Albo zupełne wycofanie.
Przedszkole, nawet najlepsze, to środowisko pełne bodźców. Dźwięków, poleceń, zasad. Dzieci przez wiele godzin są „na zewnątrz siebie”. Dla wielu z nich 9–10 godzin poza domem to ogromny wysiłek emocjonalny.
Najbardziej boli mnie moment, gdy rodzic wpada o 17.59, zdyszany, z telefonem przy uchu, rzuca „Przepraszam, korek”, bierze dziecko za rękę i wychodzi. A dziecko nawet nie zdąży powiedzieć, jak bardzo było dziś zmęczone.

Współczuję tym maluszkom, naprawdę
Wiem, że życie bywa trudne. Wiem, że nie każdy może odebrać dziecko wcześniej. Ale wiem też, że czasem to kwestia wyboru, nie konieczności. Zakupy. Siłownia. „Jeszcze tylko jedno spotkanie”.
Patrzę na dzieci, które są odbierane wcześniej. One też mają swoje gorsze dni. Ale mają coś jeszcze – poczucie, że ktoś po nie przychodzi, zanim zabraknie im sił.
Nie piszę tego listu, by kogokolwiek zawstydzać. Piszę, bo współczuję dzieciom, które spędzają w przedszkolu niemal cały dzień. Które są dzielne ponad swoje możliwości. Które uczą się, że trzeba czekać.
Jeśli ten list sprawi, że choć jeden rodzic przyjdzie jutro pół godziny wcześniej – było warto. Bo dla dorosłego to chwila. Dla dziecka – ogromna różnica.
Z wyrazami troski,
ciocia Ania
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 7 nawyków dzieci wysoko wrażliwych. Rodzice często myślą, że to fanaberie