Reklama

Chcemy szybko naprawić sytuację, przywrócić porządek, nauczyć „jak trzeba”. Tyle że konflikty dziecięce rzadko potrzebują sędziego. One potrzebują dorosłego, który rozumie, od czego wszystko się zaczyna.

A zaczyna się od emocji. Jeśli one nie zostaną zauważone, żadne tłumaczenia, rozmowy ani morały nie mają szans zadziałać.

1. Nazwij emocje dziecka – to jedno zdanie zmienia wszystko

Najważniejsze zdanie, jakie możesz wypowiedzieć w konflikcie, brzmi banalnie: „Widzę, że jest ci bardzo trudno”. Albo „Jesteś zły, bo chciałeś się bawić tą zabawką”. Bez ocen, bez „ale”, bez poprawiania faktów.

Dla dziecka to sygnał, że ktoś je widzi i słyszy. Układ nerwowy zaczyna się uspokajać, a dopiero wtedy możliwa jest jakakolwiek nauka. Bez tego punktu cała reszta po prostu się nie wydarzy.

2. Nie rozstrzygaj od razu, kto ma rację

Rodzice często czują presję, by natychmiast wskazać winnego. Tymczasem dzieci nie potrzebują werdyktu, tylko wsparcia w poradzeniu sobie z napięciem.

Zamiast „oddaj, bo to nie twoje”, lepiej powiedzieć „widzę, że oboje chcecie tej samej rzeczy”. To zmienia dynamikę – z walki na problem do rozwiązania.

3. Daj dzieciom szansę znaleźć rozwiązanie

Jeśli sytuacja nie jest niebezpieczna, warto zrobić krok w tył. Zapytać spokojnie: „Jak możecie to rozwiązać?” albo „Co by wam pomogło?”.

Dzieci uczą się relacji nie wtedy, gdy dorosły je wyręcza, ale wtedy, gdy towarzyszy. Nawet jeśli rozwiązanie nie będzie idealne, sam proces buduje kompetencje społeczne.

4. Oddziel emocje od zachowania

To bardzo ważne rozróżnienie. Emocje są zawsze w porządku. Zachowania – nie zawsze. Można powiedzieć „rozumiem, że jesteś wściekły”, jednocześnie jasno stawiając granicę – „nie zgadzam się na bicie”.

Dziecko uczy się wtedy, że nie jest „złe”, tylko że musi nauczyć się innych sposobów radzenia sobie z trudnymi uczuciami.

5. Zastanów się, czy konflikt nie jest sygnałem zmęczenia

Częste kłótnie bardzo często nie mówią o charakterze dziecka, tylko o jego stanie. Przeciążenie, głód, brak snu, nadmiar bodźców – to wszystko sprawia, że tolerancja na frustrację spada do minimum.

Czasem najlepszą reakcją nie jest rozmowa wychowawcza, tylko wcześniejszy sen, spokojniejsze popołudnie albo mniej oczekiwań.

Konflikty są nieodłączną częścią dzieciństwa. Nie da się ich wychować z relacji, tak jak nie da się nauczyć chodzenia bez upadków. Rolą dorosłego nie jest usuwanie każdej sprzeczki, ale pokazanie dziecku, że nawet w trudnych momentach jest ktoś, kto je rozumie. A wszystko zaczyna się od jednego zdania, które nazywa to, co dzieje się w środku.

Zobacz także: „Syn rzuca rzeczami, bo dzieli pokój z siostrą”. Wychowujemy pokolenie „należy mi się”

Reklama
Reklama
Reklama