„Gdy powiedziałam w towarzystwie, że mam tylko jedną kurtkę, usłyszałam śmiech”. Czego my uczymy dzieci?
Nie potrzebuję pięciu kurtek, żeby czuć się dobrze. Nie potrzebuję pełnej szafy, żeby być szczęśliwa. I jeśli jedno zdziwione spojrzenie koleżanek przypomina mi, że idę wbrew trendom – to jeszcze bardziej upewnia mnie w tym, że idę w dobrą stronę.

Mam jedną zimową kurtkę. Kupiłam ją dwa sezony temu, jest ciepła, wygodna, porządnie uszyta. Po prostu ją lubię. Mam też jedne kozaki, które noszę trzeci rok i nadal wyglądają świetnie. Żadne z tych rzeczy nie potrzebują zastępstwa.
A jednak, kiedy powiedziałam o tym koleżankom, poczułam na sobie spojrzenia pełne zdziwienia. Jakbym wyznała, że nie mam pralki, tylko piorę w rzece. A ja po prostu nie widzę sensu w wydawaniu pieniędzy na kolejne tego typu rzeczy tylko dlatego, że „wszyscy mają nowe”.
To nie oszczędność ani skąpstwo. To zwykła logika. Jeśli coś mi służy, dlaczego miałabym to wymieniać? Dla zdjęcia na Instagramie? Dla poczucia, że „przystoi”? Dla udowodnienia, że mnie stać?
Dla mnie ważniejsze od zakupów są wartości
Jestem mamą i bardzo zależy mi na tym, żeby moje dzieci nie dorastały w przekonaniu, że wartość mierzy się liczbą ciuchów w szafie. Chcę, żeby wiedziały, że człowieka nie definiuje kurtka, telefon czy buty, tylko to, jakim jest człowiekiem. I że rzeczy nie służą do tego, by imponować innym.
Kiedy moje dzieci chcą coś nowego, pytam: „czy potrzebujesz, czy tylko chcesz?”. To nie zawsze jest proste, bo żyjemy w czasach, w których „chcę” stało się ważniejsze niż „potrzebuję”. Ale wiem, że nauka wartości zaczyna się w domu. Od codziennych wyborów, takich jak – paradoksalnie – kupno lub niekupienie kolejnej kurtki.
I wiecie co? Moje dzieci ani razu nie zapytały, dlaczego mam tylko jedną. Bo dla nich to normalne. To dorośli zrobili z minimalizmu dziwactwo.
Goniąc za nowościami, gubimy to, co naprawdę ważne
Współczesny świat uczy nas, że powinniśmy mieć więcej, częściej, nowsze. Że jedna kurtka to wstyd, a jedna para butów to powód do żartów. Ale w tym pędzie zapominamy, że życie nie polega na kolekcjonowaniu przedmiotów, tylko chwil, relacji i doświadczeń.
Kiedy słyszę, że „trzeba kupić nowe, bo moda się zmieniła”, mam ochotę zapytać: czy naprawdę chcemy uczyć nasze dzieci takiego myślenia? Że wartość zależy od tego, ile razy w sezonie wymienimy garderobę?
Nie. Wartością jest rozsądek. Szacunek do rzeczy, do pieniędzy, do pracy, którą wkładamy, żeby je zarobić. Wartością jest umiejętność powiedzenia sobie: mam wystarczająco.
Zobacz także: „Dobrze zarabiam, ale kupuję ciuchy w Pepco i ceruję dzieciom skarpety. To żaden wstyd”