Reklama

To była zupełnie zwyczajna wizyta w osiedlowym markecie. Koszyk, kilka produktów na obiad, szybkie zakupy między pracą a obowiązkami dnia codziennego. Nic, co zapowiadałoby moment głębokiej refleksji.

A jednak jedna scena przy kasie sprawiła, że na chwilę przestałam myśleć o liście zakupów. I zaczęłam zastanawiać się nad czymś znacznie poważniejszym.

Scena przy kasie, która mówi więcej niż długi wykład

Przede mną w kolejce stała mama z chłopcem, na oko siedmio- albo ośmioletnim. Dziecko trzymało w ręku ogromną paczkę chipsów i czekoladę.

„Chcę jeszcze to” – powiedział chłopiec, sięgając po kolejny batonik z półki przy kasie.

Mama przez chwilę próbowała tłumaczyć, że już wystarczy. Że w koszyku jest dużo słodyczy i że to naprawdę koniec. Chłopiec jednak nie ustępował.

Najpierw zrobił smutną minę. Potem zaczął podnosić głos. Po chwili pojawiły się łzy. Klasyczna scena, którą zna chyba każdy rodzic.

Mama przez moment stała w milczeniu, wyraźnie zmęczona. Spojrzała na ludzi w kolejce. Na kasjerkę. Na dziecko.

I w końcu powiedziała cicho: „Dobrze, ale to już ostatni”. Batonik trafił do koszyka. Chłopiec natychmiast się uspokoił.

Granice, które coraz trudniej postawić

Patrząc na tę scenę, trudno było nie pomyśleć o czymś, o czym wielu rodziców mówi dziś pół żartem, pół serio.

Kiedyś dzieci miały więcej obowiązków, a mniej wyboru. Pomagały w domu, sprzątały pokój, wynosiły śmieci czy chodziły po drobne zakupy.

Dziś świat wygląda inaczej. Dzieci mają więcej możliwości, więcej zajęć, więcej rzeczy wokół siebie.

I często – więcej decyzji podejmowanych za nie przez dorosłych.

Psychologowie od lat zwracają uwagę na jeden ważny problem: dzieci potrzebują granic tak samo jak czułości i wsparcia. Granice dają im poczucie bezpieczeństwa i uczą funkcjonowania w świecie, który nie zawsze spełnia nasze oczekiwania.

Kiedy jednak dorośli zaczynają się bać konfliktu z własnym dzieckiem, te granice powoli znikają.

dziecko z mamą w sklepie
Uleganie dziecku we wszystkim nie przynosi niczego dobrego, fot. AdobeStock/highwaystarz

Dlaczego rodzice coraz częściej ustępują?

Scena w sklepie była krótka, ale bardzo wymowna. Mama nie wyglądała na osobę, która chce rozpieszczać dziecko. Raczej na kogoś bardzo zmęczonego. I właśnie tu kryje się sedno problemu.

Dzisiejsi rodzice żyją w ogromnym biegu. Praca, obowiązki domowe, szkoła, zajęcia dodatkowe dzieci. Do tego presja, żeby być jednocześnie idealnym rodzicem, który wszystko robi dobrze.

W takim tempie łatwo wybrać najprostsze rozwiązanie. Czasem to po prostu szybkie „Dobrze, niech będzie”.

Problem polega na tym, że dzieci bardzo szybko uczą się takiego mechanizmu. Jeśli kilka razy zobaczą, że wystarczy podnieść głos albo się rozpłakać, żeby zmienić decyzję dorosłego, będą próbować tego znowu.

Nie dlatego, że są manipulacyjne. Dlatego, że sprawdzają, jak działa świat.

Małe sceny, wielkie pytania

Tamta scena w sklepie trwała może dwie minuty. Po chwili każdy poszedł w swoją stronę, a kolejka przesunęła się dalej. Ale w głowie zostało jedno pytanie. Czy naprawdę coraz częściej wychowujemy dzieci w przekonaniu, że wszystko można dostać od razu?

Psychologowie często przypominają, że jedną z najważniejszych umiejętności, jaką dziecko powinno zdobyć, jest zdolność radzenia sobie z frustracją. Czyli z sytuacją, w której coś się nie udaje albo nie dostaje się tego, czego się chce.

To trudna lekcja – zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Bo powiedzenie „nie” własnemu dziecku bywa czasem znacznie trudniejsze niż kupienie kolejnego batonika.

A jednak właśnie te momenty uczą najwięcej.

Zobacz też: 10 fundamentów mądrego wychowania. Takie dzieci radzą sobie lepiej w dorosłości

Reklama
Reklama
Reklama