Leżakowanie w przedszkolu doprowadziło dziecko do łez. Matka: „Płacę za lenistwo nauczycielek”
Leżakowanie w przedszkolu wywołało w Magdzie burzę emocji. Młoda mama opisuje, jak jej syn codziennie walczy z przymusem odpoczynku, a nauczycielki, zamiast pomóc, sugerują jej zmianę pracy. Czy przedszkole potrafi zrozumieć potrzeby każdego dziecka?

Posyłając syna do przedszkola, Magda wiedziała, że maluch jest pełen energii, ruchliwy i ciekawski, przez co od zawsze unikał drzemek w ciągu dnia. Jak przyznaje mama, nawet ukochana przytulanka, piosenka czy bajka nie były w stanie zachęcić go do leżenia w ciszy, kiedy inne dzieci faktycznie korzystały z tej chwili odpoczynku.
W pierwszych tygodniach przedszkola nauczycielki wykazywały jeszcze zrozumienie – pozwalały dzieciom przyzwyczaić się do nowej sytuacji, podchodziły z empatią. Jednak z każdym kolejnym dniem coraz wyraźniej forsowały zasadę, że wszyscy mają odpoczywać, a każde odstępstwo traktowały jak problem. Magda usłyszała wtedy, że jej syn to „kłopot”, bo nie chce spać, a przymus leżakowania stawał się dla niego codzienną udręką.
Kiedy indywidualne potrzeby dziecka przegrywają z rutyną w przedszkolu
W miarę upływu czasu walka o zrozumienie dla chłopca tylko się zaostrzała. Każdy dzień w przedszkolu dla syna Magdy oznaczał poczucie przymusu i stresu. Dla mamy – nieustanne próby wyjaśnienia wychowawczyniom, że jej dziecko nie potrzebuje drzemki w południe. W oczach chłopca leżakowanie było karą, nie formą odpoczynku, a Magda coraz częściej czuła, że zamiast szukać rozwiązania, etykietuje się jej dziecko jako „trudne”.
Magda odniosła wrażenie, że nauczycielki bardziej skupiają się na własnej wygodzie niż na wsparciu dzieci. Zastanawiała się, co tak naprawdę robią w trakcie leżakowania – czy przeglądają media społecznościowe, czy po prostu korzystają z przerwy. Z jej perspektywy brakowało chęci do kreatywnego rozwiązania problemu i indywidualnego podejścia do każdego dziecka, tym bardziej że mowa o prywatnym przedszkolu, za które co miesiąc płaci.
Bolesna sugestia nauczycielki
Momentem, który szczególnie zapadł Magdzie w pamięć, była sugestia, że powinna zmienić pracę, by móc odbierać syna wcześniej i oszczędzić mu leżakowania. Nauczycielki zaznaczyły, że niektórzy rodzice przychodzą już o 12:30, bo mają możliwość pracy zdalnej. Dla Magdy to niezrozumiałe, bo po pierwsze – nie może sobie na to pozwolić, a po drugie – jej syn i tak nie potrzebuje leżakowania nawet w domu, bo nie należy do dzieci spokojnych.
Kobieta nie oczekuje niemożliwego – wie, że wiele dzieci w przedszkolu rzeczywiście korzysta z odpoczynku. Jednak liczy, że osoby pracujące z dziećmi będą potrafiły wykazać się empatią i znaleźć sposób na spokojną zabawę przy stoliku czy rysowanie, zamiast sztywnego przymusu leżenia. Podkreśla, że wystarczy odrobina chęci, których niestety, jak na razie, brakuje w placówce jej syna.
Dzieci potrzebują indywidualnego podejścia
Dla Magdy, jak i dla wielu innych rodziców, przymus odpoczynku w wyznaczonych godzinach zamienia się w codzienny stres – dzieci przeżywają niechęć do leżenia jeszcze przed pójściem spać, a rodzice muszą tłumaczyć wychowawczyniom, że ich pociechy po prostu nie potrzebują popołudniowej drzemki. Bywa, że przedszkole czasem wyraża zgodę na rysowanie czy przeniesienie dziecka do innej grupy, ale to wciąż rzadkość.
A leżakowanie w przedszkolu, choć potrzebne części dzieci, wymaga elastyczności i indywidualnego podejścia. Brak empatii ze strony kadry pedagogicznej prowadzi do frustracji, poczucia niezrozumienia i napięć w relacjach z rodzicami. Temat wciąż wzbudza gorące dyskusje wśród rodziców dzieci w wieku przedszkolnym, dla których najważniejsze jest dobro i komfort ich pociech.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Dzieci płaczą, nauczycielki każą czekać. Pani w przedszkolu: „Nie jesteśmy od noszenia”