Reklama

Myślałam, że znam swoje granice. Myślałam też, że mój mąż je zna. Ten list piszę w nocy, kiedy wreszcie jest cicho, a ja po raz pierwszy od dawna mogę zebrać myśli.

Mam pięcioro dzieci. Każde z nich jest chciane, kochane i wyczekane. Każde przyszło na świat w innym momencie mojego życia, kiedy byłam inną kobietą. Dziś jestem zmęczona. Fizycznie, psychicznie i emocjonalnie. I właśnie wtedy usłyszałam słowa, których zupełnie się nie spodziewałam.

„To twoje powołanie” – zdanie, które mnie złamało

Rozmowa zaczęła się niewinnie. Mąż powiedział, że marzy mu się jeszcze jedno dziecko. Uśmiechnął się, jakby mówił o wakacjach albo nowym samochodzie. Odpowiedziałam szczerze, że nie mam już siły. Że jestem na granicy. Że ledwo daję radę ogarniać codzienność, a moje ciało i głowa wysyłają jasne sygnały: dość.

Wtedy padło zdanie, które do dziś dźwięczy mi w uszach: „Przecież rodzenie dzieci to twoje powołanie”. Nie zapytał, jak się czuję. Nie zapytał, czego potrzebuję. Nazwał mnie rolą. Funkcją. Jakby moje zmęczenie było chwilową fanaberią, a nie skutkiem lat nieprzespanych nocy, ciągłej gotowości i odpowiedzialności.

Serce mi się ścisnęło. Bo zrozumiałam, że on widzi we mnie głównie matkę kolejnego dziecka, a nie kobietę, która już daje z siebie wszystko.

Pięcioro dzieci to nie „nic wielkiego”

Często słyszę: „Skoro dałaś radę z piątką, dasz radę i z szóstką”. Jakby dzieci były punktami do zdobycia. Jakby zmęczenie nie kumulowało się latami. Każde dziecko to osobny świat, inne potrzeby, inne emocje, inne problemy. To ciągłe bycie w czyjejś sprawie, w czyimś lęku, w czyimś konflikcie.

Kocham swoje dzieci, ale nie mam już przestrzeni na kolejne. Nie mam siły zaczynać od nowa: pieluch, karmień, niepokoju, strachu o zdrowie. Mam wrażenie, że mój mąż widzi tylko ideę rodziny, a nie codzienny ciężar, który w ogromnej części spoczywa na mnie.

Najbardziej boli to, że kiedy mówię „nie”, czuję się winna. Jakbym zawodziła. Jakbym była niewystarczająca. A przecież odmowa kolejnego dziecka nie jest odmową miłości.

zmęczona mama
Mama 5 dzieci jest wyczerpana macierzyństwem, fot. AdobeStock/tatyanadjemileva

Nie wiem, co dalej, ale wiem, że tak nie mogę

Piszę ten list, bo nie wiem, co robić. Nie chcę wojny. Nie chcę ucieczki. Chcę rozmowy, w której moje zmęczenie będzie traktowane serio. Chcę, żeby ktoś powiedział głośno, że kobieta ma prawo powiedzieć „dość”, zwłaszcza jeśli już jest matką wielu dzieci.

Boję się, że jeśli ulegnę, stracę resztki siebie. A jeśli się postawię, usłyszę, że jestem egoistką. Jestem rozdarta między lojalnością wobec męża a lojalnością wobec samej siebie.

Nie wiem, czy to list z prośbą o radę, czy o zrozumienie. Wiem jedno: macierzyństwo nie może być przymusem. Nawet – a może zwłaszcza – wtedy, gdy dzieci jest już pięcioro.

Ola


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Nauczycielka: „Rodzice zapominają o najważniejszym. Niektórzy czekają przed przedszkolem o 6:45”

Reklama
Reklama
Reklama