Matka: „Nauczyciele powinni zająć się dziećmi w ferie. To ich praca”
Ferie zimowe zawsze brzmią jak coś miłego. Tyle że w wielu domach to nie odpoczynek, a panika i żonglowanie urlopem i portfelem.

Droga Redakcjo! Piszę jako mama, która słyszy w pracy, że „Każdy sobie radzi”, a w domu już niedługo usłyszy „Mamo, co dziś będziemy robić?”. I ja rozumiem, że nauczyciele też są ludźmi, też mają rodziny, też są zmęczeni. Tyle że ja też jestem człowiekiem i ja też jestem zmęczona. Różnica jest taka, że ja nie mam ferii. Mam obowiązki, grafik, telefony i szefa, który nie uznaje argumentu: „Dziecko ma wolne, więc mnie nie będzie”.
Najbardziej boli mnie to, że co roku udajemy, że to jest normalne. Dzieci mają dwa tygodnie wolnego, a rodzice mają… kombinować. Płacić za półkolonie, jeździć po babciach, brać urlop na raty, zamieniać się zmianami w pracy, wysyłać dziecko do sąsiadki i liczyć, że nic się nie stanie. I jeszcze słyszeć, że jak nie dajemy rady, to „trzeba było inaczej planować”. Tylko jak planować, kiedy żyjemy od wypłaty do wypłaty, a koszt opieki w ferie potrafi zjeść pół pensji.
Opieka nad dziećmi w ferie to realny problem rodziców
Nie piszę tego, żeby komukolwiek dokopać. Piszę, bo mam wrażenie, że nikt nie mówi głośno o tym, jak wygląda życie rodzica, który nie ma wsparcia i nie ma elastycznej pracy. Nie każdy ma babcię pod ręką. Nie każdy pracuje z domu. Nie każdy może wziąć urlop wtedy, kiedy akurat wypadają ferie w danym województwie.
A przecież szkoła jest miejscem, które już istnieje. Jest budynek, jest świetlica, są sale. Dzieci znają to miejsce, czują się tam bezpiecznie. Naprawdę nie potrafię zrozumieć, dlaczego w czasie ferii wszystko się zamyka, a rodzice zostają sami z problemem. Skoro szkoła ma wspierać rodziny, to czemu wsparcie kończy się dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne?
Dyżury nauczycieli w ferie i zajęcia świetlicowe w szkole
Mam proste pytanie: z jakiej racji nauczyciele mają całe ferie wolne, kiedy rodzice muszą pracować? Wiem, że zaraz ktoś powie o przemęczeniu, o papierach, o radach pedagogicznych. Tylko że większość rodziców też pracuje ponad normę, a po pracy jeszcze gotuje, sprząta, pomaga w lekcjach, ogarnia emocje dzieci i własne zmęczenie.
Może rozwiązaniem byłyby dyżury nauczycieli w ferie, normalnie, jak w wielu innych zawodach? Niech część kadry ma wolne, a część prowadzi zajęcia świetlicowe. Wcale nie musi to być „szkoła jak szkoła”, z lekcjami i ocenami. Wystarczy opieka, wspólne czytanie, zabawy ruchowe, zajęcia plastyczne, wyjście na boisko, ciepła herbata. Dzieci nie potrzebują fajerwerków, tylko ciekawego zajęcia czasu.

Ferie zimowe a praca rodziców. Kto ma ponosić koszty?
Dzisiaj koszty ferii ponoszą rodzice. Finansowo i psychicznie. Płacimy za opiekę, która powinna być dostępna w ramach systemu, z którego wszyscy korzystamy. A jeżeli nie płacimy, to ryzykujemy. Zostawiamy dziecko samo, bo nie ma wyjścia. I to jest straszne uczucie, bo człowiek wychodzi do pracy z kamieniem w żołądku.
Chciałabym, żeby ktoś wreszcie powiedział: tak, ferie są dla dzieci, ale opieka w ferie jest też sprawą dorosłych. I że szkoła mogłaby w tym pomóc, zamiast zostawiać nas z poczuciem winy. Nie oczekuję cudów. Oczekuję zwykłej logiki i odrobiny empatii. Skoro na tym polega praca nauczycieli, to może w ferie też powinni zająć się dziećmi. Choćby dyżurowo, na zmiany. Bo rodzice nie mają dwóch tygodni wolnego od życia.
Ewelina
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Ulga podatkowa 2025: nie wszyscy rodzice dostaną ponad 1000 zł zwrotu na dziecko