Reklama

Jestem mamą dwulatka. Kto ma małe dziecko, ten wie – drzemka to świętość. Czasem jedyna godzina ciszy w ciągu dnia. Czasem moment, kiedy można wypić ciepłą kawę albo w spokoju odpisać na maile.

Tego dnia czekałam na paczkę. Nic pilnego, zwykłe zamówienie z internetu, ale wiadomo – kurier potrafi zjawić się w najmniej odpowiednim momencie. A mój synek właśnie zasnął.

Napisałam więc SMS-a na numer, z którego dostałam informację o doręczeniu. Krótko, grzecznie:
„Dzień dobry, bardzo proszę nie pukać i nie dzwonić do drzwi domofonem. Synek śpi. Proszę o SMS, otworzę panu”.

Wiedziałam, że to prośba, nie obowiązek. Wszystko zależy od dobrej woli człowieka po drugiej stronie.

Wiadomość, która mnie rozbroiła

Minęła chwila. Telefon zawibrował. Spojrzałam na ekran – odpowiedź od kuriera.

Otwieram, czytam i… aż parsknęłam śmiechem.

„Puk, puk, kurier z paczką”.

Naprawdę. Dokładnie tak brzmiała wiadomość.

Z jednej strony – absurd. Bo przecież właśnie o to prosiłam, żeby nie było żadnego „puk, puk”. Z drugiej – trudno było się nie uśmiechnąć. Ironia sytuacji była tak oczywista, że przez moment zapomniałam, że Adaś śpi i naprawdę na głos się zaśmiałam.

Najbardziej bałam się, że w tej samej chwili usłyszę płacz z sypialni. Na szczęście jakimś cudem syn się nie obudził. Może los uznał, że i tak mam wystarczająco adrenaliny jak na jedno popołudnie.

Trochę śmiechu, trochę bezsilności

Nie mam pretensji. Wiem, że kurierzy mają ciężką pracę, presję czasu, setki paczek dziennie. Moja prośba mogła wydać się fanaberią przewrażliwionej matki.

Ale ta sytuacja pokazała mi coś jeszcze. Jak bardzo życie rodzica kręci się wokół tych małych, cichych momentów. Jak bardzo jedna drzemka potrafi zadecydować o całym popołudniu.

Dla kogoś to tylko SMS. Dla mnie – potencjalna katastrofa w postaci rozbudzonego, marudnego dwulatka, który nie prześpi już ani minuty.

Dziś wspominam to z uśmiechem. Nawet opowiedziałam tę historię znajomym – wszyscy się śmiali. Ale wtedy, gdy zobaczyłam to „puk, puk”, poczułam jednocześnie rozbawienie i lekką bezradność.

Bo czasem rodzicielstwo to właśnie balansowanie między dramatem a komedią. A życie pisze scenariusze lepsze niż niejeden serial.

Na szczęście tym razem skończyło się tylko na SMS-ie. I na moim cichym parsknięciu śmiechem w przedpokoju.

Zobacz także: 5 rozwijających bajek dla dzieci. Logopedka mówi wprost: wspierają mowę i wyobraźnię

Reklama
Reklama
Reklama