Matka ucznia zadzwoniła o 22. Nauczycielka: „Po tej rozmowie zrobiło mi się słabo”
Telefon o 22 całkowicie zbił mnie z tropu. Nie spodziewałam się, że rodzic może powiedzieć coś tak okrutnego.

Szanowna Redakcjo, być może podzielenie się moją historią pomoże innym zrozumieć, z jakimi sytuacjami mierzą się nauczyciele. W ostatni piątkowy wieczór, około godziny 22, odebrałam telefon. Numer nie był mi znany, ale odebrałam, sądząc, że może to coś pilnego.
List od nauczycielki: telefon odebrałam późnym wieczorem
W słuchawce usłyszałam rozzłoszczony głos. To była matka jednego z moich uczniów. Bez żadnego przywitania zaczęła mówić, że jej syn nie zaliczył sprawdzianu z biologii i że to moja wina. Słowa, które padły, były wyjątkowo bolesne: „Proszę się wziąć do roboty”, „Do niczego się pani nie nadaje”, „Powinna pani zostać zwolniona”.
Po tej rozmowie zrobiło mi się słabo
Chciałam coś odpowiedzieć, wytłumaczyć, ale nie miałam szans. Z każdą minutą rozmowa stawała się coraz bardziej agresywna. Czułam, jak narasta we mnie stres. Gdy wreszcie kobieta się rozłączyła, usiadłam i próbowałam się uspokoić. Zrobiło mi się słabo, miałam mroczki przed oczami. Może powinnam po prostu zignorować taki brak poszanowania mojej prywatności i godności, ale nie umiem. Jakim prawem jestem tak atakowana?
Nie był to pierwszy raz, gdy spotkałam się z brakiem zrozumienia czy szacunku, ale nigdy wcześniej nie doświadczyłam tego w tak ostrej formie i o tak późnej porze. Poczucie bezsilności i upokorzenia dosłownie mnie przygniotło.

Gdzie kończy się troska, a zaczyna agresja?
Zawsze staram się rozmawiać z rodzicami i wspierać moich uczniów. Ale są granice, których nie można przekraczać. Nauczyciele to też ludzie – mamy uczucia, prywatne życie i prawo do odpoczynku. Czy naprawdę troska o dziecko musi przeradzać się w atak? Czego uczą dzieci rodzice, którzy zachowują się tak skandalicznie?
Dzielę się tym, bo wiem, że wielu nauczycieli codziennie spotyka się z podobnymi sytuacjami. Może nadszedł czas, byśmy zaczęli rozmawiać o tym głośno.
Barbara P.
Komentarz Redakcji:
Relacja nauczycielki, którą publikujemy za jej zgodą, ukazuje coraz bardziej niepokojące zjawisko – rosnącą presję i agresję, z jakimi spotykają się pedagodzy. Zawsze zachęcamy do dialogu i współpracy pomiędzy rodzicami a nauczycielami, jednak ważne jest, by odbywała się ona z wzajemnym szacunkiem. Tego typu sytuacje nie powinny mieć miejsca i pokazują, jak istotna jest debata na temat standardów komunikacji w środowisku szkolnym.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Jestem z pokolenia „rodziców-potworów”. Nie dziwię się, że nauczyciele mają nas dość