Reklama

Jako mama zawsze staram się, by urodziny mojego dziecka były dla niego wyjątkowe. Nawet te organizowane w przedszkolu. To dla mnie oczywiste, że to ono wybiera motyw przewodni, dekoracje, a nawet smakołyki. Ma do tego pełne prawo – w końcu to jego święto. Ale od początku tłumaczę mu też coś jeszcze: skoro zapraszamy innych, jesteśmy gospodarzami. A gospodarz ma obowiązki wobec gości.

Bo czym właściwie są urodziny, jeśli dobrze bawi się tylko solenizant? Przecież cała idea wspólnego świętowania polega na tym, żeby wszyscy czuli się mile widziani, zauważeni i zaopiekowani. I właśnie tego coraz częściej brakuje mi w przedszkolnych realiach.

„To nie nasz problem” – czyli alergia dziecka na marginesie

Moje dziecko ma silne alergie pokarmowe. To nie jest fanaberia ani chwilowa moda, tylko codzienność, która wymaga czujności. Przez długi czas nie chciałam tym obarczać innych rodziców. Wydawało mi się, że to „nasz temat”, z którym musimy sobie radzić sami.

Tyle że w praktyce oznacza to jedno: podczas przedszkolnych urodzin moje dziecko często siedzi obok, patrzy, jak inne dzieci jedzą tort, babeczki czy cukierki, a ono nie może spróbować niczego. Dla dorosłego to drobiazg. Dla przedszkolaka – ogromne poczucie wykluczenia.

Kiedy delikatnie sygnalizowałam problem, słyszałam: „Nie będziemy dostosowywać menu do jednego dziecka”, „To chyba przesada”, „Rodzice alergików zawsze czegoś wymagają”. I wtedy zaczęłam się zastanawiać, czego my właściwie uczymy dzieci.

Lekcja egoizmu, której nikt nie planował

Dla mnie to nie jest spór o ciasto bez mleka czy jajek. To lekcja empatii – albo jej braku. Jeśli od najmłodszych lat pokazujemy dzieciom, że liczy się tylko ich komfort, ich przyjemność i ich święto, to nie wychowujemy pewnych siebie ludzi. Wychowujemy egoistów.

Nie chodzi o to, by wszyscy rezygnowali ze wszystkiego. Czasem wystarczy drobny gest: alternatywna przekąska, wspólna zabawa niezależna od jedzenia, zwykłe „pomyśleliśmy też o tobie”. To są małe rzeczy, które robią ogromną różnicę w dziecięcym świecie.

Coraz częściej mam wrażenie, że dorośli zapominają, iż przedszkole to pierwsze miejsce nauki relacji społecznych. Jeśli tam uczymy dzieci, że słabszy, inny, bardziej wrażliwy ma się dostosować albo zostać z boku, to nie zdziwmy się, że za kilka lat ktoś powie: „Wychowaliście pokolenie egoistów”.

Zobacz także: Nauczycielka przedszkolna o nowym trendzie: „Rodzice marnują życie dzieci i tracą pieniądze”

Reklama
Reklama
Reklama