Matka żąda wydłużenia pracy świetlic. „Siedzę w biurze po 10 godzin, więc nauczyciele też mogą”
Codziennie stoję przed tym samym wyborem: praca albo spokój mojego dziecka. I za każdym razem czuję, że system zostawia mnie z tym problemem całkiem samą.

Szanowna Redakcjo,
piszę do Państwa jako mama, która naprawdę nie daje już rady pogodzić wszystkiego. Pracuję na pełen etat, a właściwie więcej niż pełen – często siedzę w biurze po 9–10 godzin dziennie. Nie dlatego, że chcę, tylko dlatego, że tak dziś wygląda rzeczywistość wielu z nas.
Mam dziecko w wieku szkolnym i codziennie zmagam się z tym samym problemem: co zrobić z nim po lekcjach? Świetlica działa tylko do określonej godziny, a ja zwyczajnie nie jestem w stanie zdążyć. Stoję w korkach, odbieram telefony od szefa, kończę pilne rzeczy i jednocześnie patrzę na zegarek z rosnącym stresem.
I wtedy pojawia się poczucie winy. Bo wiem, że moje dziecko czeka. Że jest jednym z ostatnich, które zostają. A czasem – że ktoś musi je odebrać „awaryjnie”.
Dlaczego świetlice nie mogą działać dłużej?
Nie rozumiem, dlaczego system edukacji zupełnie nie nadąża za realiami życia rodziców. Skoro większość z nas pracuje dłużej niż 8 godzin, to dlaczego świetlice szkolne kończą swoją pracę tak wcześnie?
Powiem wprost: skoro ja siedzę w pracy po 10 godzin, to nauczyciele też mogą pracować dłużej. Wiem, że to niepopularna opinia, ale ktoś w końcu musi to powiedzieć. My też jesteśmy zmęczeni, też mamy obowiązki i też chcielibyśmy być wcześniej w domu. A jednak często nie mamy takiej możliwości.
Nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek wykorzystywać. Chodzi o dostosowanie rzeczywistości szkolnej do życia rodzin. Może to powinno być rozwiązane systemowo – zmiany, dodatkowe etaty, większe finansowanie? Ale coś musi się zmienić, bo w tej chwili wszystko spada na nas, rodziców.

Rodzice zostają sami z problemem
Najgorsze jest to, że kiedy poruszam ten temat, często spotykam się z krytyką. Słyszę, że „dziecko nie powinno siedzieć tyle w świetlicy”, że „trzeba inaczej zorganizować życie”. Tylko jak?
Nie każdy ma babcię pod ręką. Nie każdy może pracować zdalnie. Nie każdy ma elastyczne godziny pracy. A rachunki same się nie zapłacą.
Czuję, że jako rodzice jesteśmy zostawieni sami sobie. Z jednej strony oczekuje się od nas zaangażowania, obecności i spokoju, z drugiej – system nie daje nam narzędzi, żeby to wszystko pogodzić.
Nie chcę wybierać między pracą a dzieckiem. Nie chcę żyć w ciągłym stresie, czy zdążę je odebrać na czas. Chcę mieć poczucie, że szkoła wspiera rodziców, a nie utrudnia im życie.
Dlatego apeluję: wydłużcie godziny pracy świetlic. Dostosujcie je do realiów, w których żyjemy. Bo dziś to nie jest luksus – to konieczność.
Z poważaniem,
mama pracująca na pełen etat
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 4 fundamenty poczucia wartości u dziecka. Psycholog: „Gdy ich zabraknie, wychowamy narcyza”