Reklama

Szanowna Redakcjo,

piszę do Państwa jako mama, która naprawdę nie daje już rady pogodzić wszystkiego. Pracuję na pełen etat, a właściwie więcej niż pełen – często siedzę w biurze po 9–10 godzin dziennie. Nie dlatego, że chcę, tylko dlatego, że tak dziś wygląda rzeczywistość wielu z nas.

Mam dziecko w wieku szkolnym i codziennie zmagam się z tym samym problemem: co zrobić z nim po lekcjach? Świetlica działa tylko do określonej godziny, a ja zwyczajnie nie jestem w stanie zdążyć. Stoję w korkach, odbieram telefony od szefa, kończę pilne rzeczy i jednocześnie patrzę na zegarek z rosnącym stresem.

I wtedy pojawia się poczucie winy. Bo wiem, że moje dziecko czeka. Że jest jednym z ostatnich, które zostają. A czasem – że ktoś musi je odebrać „awaryjnie”.

Dlaczego świetlice nie mogą działać dłużej?

Nie rozumiem, dlaczego system edukacji zupełnie nie nadąża za realiami życia rodziców. Skoro większość z nas pracuje dłużej niż 8 godzin, to dlaczego świetlice szkolne kończą swoją pracę tak wcześnie?

Powiem wprost: skoro ja siedzę w pracy po 10 godzin, to nauczyciele też mogą pracować dłużej. Wiem, że to niepopularna opinia, ale ktoś w końcu musi to powiedzieć. My też jesteśmy zmęczeni, też mamy obowiązki i też chcielibyśmy być wcześniej w domu. A jednak często nie mamy takiej możliwości.

Nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek wykorzystywać. Chodzi o dostosowanie rzeczywistości szkolnej do życia rodzin. Może to powinno być rozwiązane systemowo – zmiany, dodatkowe etaty, większe finansowanie? Ale coś musi się zmienić, bo w tej chwili wszystko spada na nas, rodziców.

pracująca mama
Pracująca mama ma problem z odbiorem dziecka ze świetlicy, fot. AdobeStock/Lumos sp

Rodzice zostają sami z problemem

Najgorsze jest to, że kiedy poruszam ten temat, często spotykam się z krytyką. Słyszę, że „dziecko nie powinno siedzieć tyle w świetlicy”, że „trzeba inaczej zorganizować życie”. Tylko jak?

Nie każdy ma babcię pod ręką. Nie każdy może pracować zdalnie. Nie każdy ma elastyczne godziny pracy. A rachunki same się nie zapłacą.

Czuję, że jako rodzice jesteśmy zostawieni sami sobie. Z jednej strony oczekuje się od nas zaangażowania, obecności i spokoju, z drugiej – system nie daje nam narzędzi, żeby to wszystko pogodzić.

Nie chcę wybierać między pracą a dzieckiem. Nie chcę żyć w ciągłym stresie, czy zdążę je odebrać na czas. Chcę mieć poczucie, że szkoła wspiera rodziców, a nie utrudnia im życie.

Dlatego apeluję: wydłużcie godziny pracy świetlic. Dostosujcie je do realiów, w których żyjemy. Bo dziś to nie jest luksus – to konieczność.

Z poważaniem,
mama pracująca na pełen etat


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: 4 fundamenty poczucia wartości u dziecka. Psycholog: „Gdy ich zabraknie, wychowamy narcyza”

Reklama
Reklama
Reklama