Reklama

Droga Redakcjo, moje dziecko naprawdę się stara, uczy, chce poznać angielski. Problem w tym, że system, który powinien go wspierać, zwyczajnie go zawodzi.

Lekcje języka obcego w szkole – strata czasu?

Mój syn ma język obcy kilka razy w tygodniu. Teoretycznie to dużo. W praktyce… niewiele z tego wynika. Kiedy proszę go, żeby powiedział coś prostego, widzę zakłopotanie.

Najbardziej boli mnie to, że on sam zaczyna zauważać problem. „Mamo, my ciągle robimy to samo” – powiedział ostatnio. Powtarzają te same słówka, te same ćwiczenia, bez większego sensu.

Nie chodzi o to, żeby dzieci od razu mówiły płynnie. Ale czy po kilku latach nauki nie powinny umieć powiedzieć czegoś więcej niż kilka wyuczonych zdań?

Mam wrażenie, że te lekcje to bardziej „odhaczanie programu” niż realna nauka.

„Mamo, na korepetycjach rozumiem więcej niż w szkole”

To zdanie zabolało mnie najbardziej. Bo oznacza jedno: szkoła przestaje być miejscem, w którym dziecko faktycznie się uczy.

Zdecydowaliśmy się na korepetycje, bo widziałam, że syn się gubi. I nagle okazało się, że można inaczej. Że można tłumaczyć, rozmawiać, zachęcać do mówienia.

„Tam pani mnie słucha” – powiedział.

Nie chcę nikogo oceniać, wiem, że nauczyciele mają trudne warunki pracy, duże klasy i ograniczony czas. Ale jako rodzic nie mogę ignorować faktu, że moje dziecko więcej wynosi z jednej godziny indywidualnej nauki niż z tygodnia zajęć w szkole.

I zaczynam się zastanawiać, jaki to ma sens.

angielski w szkole
Mama twierdzi, że zajęcia dodatkowe dają więcej niż lekcje angielskiego w szkole, fot. AdobeStock/Studio Romantic

Gdzie jest problem – w systemie czy w podejściu?

Nie wierzę, że wszyscy nauczyciele są źli. To raczej system ich ogranicza. Program, liczba uczniów w klasie, brak czasu na indywidualne podejście.

Ale czy to naprawdę musi wyglądać w ten sposób?

Dzieci uczą się języków inaczej niż kiedyś. Potrzebują rozmowy, praktyki, kontaktu z żywym językiem. Tymczasem w szkole nadal królują ćwiczenia z podręcznika i sprawdziany z pamięciowego opanowania słówek.

Mój syn zaczyna tracić motywację. A to chyba najgorsze, co może się wydarzyć. Bo kiedy dziecko przestaje wierzyć, że nauka ma sens, trudno to potem odbudować.

Jestem zmęczona udawaniem, że wszystko działa, skoro nie działa. Chciałabym, żeby szkoła była miejscem, gdzie dzieci naprawdę uczą się języków. Gdzie nie trzeba nadrabiać wszystkiego po godzinach i za własne pieniądze.

Na razie mam wrażenie, że to tylko piękna teoria.

Z wyrazami szacunku,

Jola


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Coraz więcej dzieci nie potrafi gryźć pokarmów. Logopedka: „Jedzą tylko przy tablecie”

Reklama
Reklama
Reklama