„Mąż nazwał mnie nierobem, więc przestałam sprzątać. Po tygodniu nie poznałam mieszkania ani męża”
Czuję się kompletnie rozbita i nie wiem już, gdzie szukać zrozumienia. Jestem matką, żoną i kobietą, która przez lata brała na siebie wszystko, bo „tak trzeba”. Aż do dnia, w którym usłyszałam, że jestem nierobem.

Szanowna Redakcjo. To nie była kłótnia o wielkie sprawy. Raczej zwykły wieczór, zmęczenie, nerwy. Mąż powiedział to mimochodem, z ironią w głosie, ale te słowa we mnie utkwiły. „Siedzisz w domu i nawet porządnie nie ogarniesz. Jesteś nierobem”. Serce mi zamarło. Bo jeśli to, co robię codziennie, nie jest pracą, to czym jest?
Przestałam sprzątać, żeby w końcu było widać
Nazajutrz postanowiłam zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie zrobiłam. Przestałam sprzątać. Nie w geście zemsty, ale z potrzeby pokazania, jak wygląda życie bez mojej niewidzialnej pracy. Przestałam zbierać porozrzucane rzeczy, myć naczynia „przy okazji”, ścierać blaty, kiedy nikt nie patrzy.
Po kilku dniach mieszkanie zaczęło wyglądać jak po przejściu huraganu. Zabawki na podłodze, kubki na stole, pranie w koszach, okruchy wszędzie. Dla mnie to był widok bolesny, bo porządek zawsze dawał mi poczucie kontroli. Ale wytrwałam. Chciałam, żeby w końcu było widać, ile robię każdego dnia.
Bałagan nie z tej ziemi i obrażony mąż
Po tygodniu nie poznawałam ani mieszkania, ani własnego męża. Bałagan był nie do opisania, a on chodził obrażony, milczący, zirytowany. Nie sprzątał. Czekał. Jakby nadal zakładał, że w końcu „mi przejdzie”.
Kiedy w końcu wybuchł, usłyszałam, że „specjalnie robię syf”, że „przesadzam” i że „tak się nie zachowuje normalna kobieta”. Ani słowa o tym, że może sam mógłby coś zrobić. Ani słowa o przeprosinach za to, co powiedział wcześniej.
Stałam w tym bałaganie i czułam się kompletnie niewidzialna. Jakbym sama nie miała żadnej wartości.

Jestem matką, nie sprzątaczką bez prawa głosu
Najbardziej boli mnie nie sam chaos w mieszkaniu, ale to, co on obnażył. Brak szacunku. Przekonanie, że moja praca jest oczywista, darmowa i niewarta uznania. Że mogę być zmęczona tylko „na niby”.
Jestem matką. Zajmuję się dzieckiem, domem, organizacją codzienności. To nie jest siedzenie i nicnierobienie. To praca, która nie ma przerw, urlopów ani podziękowań. A jednak wystarczy jedno słowo, żeby wszystko to zostało zrównane z lenistwem.
Szczerze mówiąc, jestem załamana, bo nie wiem, jak trafić do męża. W dodatku na to wszystko patrzy nasze dziecko. Czy dalej powinnam robić wszystko po cichu i zaakceptować swój los? To przecież takie niesprawiedliwe i krzywdzące. Proszę, poradźcie.
Agata
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Mam troje dzieci i nie pracuję, teściowa nazwała mnie pasożytem. Odpowiedziałam jej tak, że usiadła”