Nasi rodzice chodzili do szkoły przy -20 w zaspach po kolana. „Teraz wychowujemy pokolenie słabiaków”
Gdy temperatura spada mocniej poniżej zera, niektóre szkoły zamykają się na głucho. Czy naprawdę nasze dzieci są aż tak delikatne?

Czy naprawdę doszliśmy do momentu, w którym temperatura -15 stopni Celsjusza to już powód do zamykania szkół? Gdy usłyszałam, że z powodu mrozu moje nastoletnie dzieci mają zostać w domu, dosłownie opadły mi ręce. Mam 50 lat i pamiętam zimy, które naprawdę można było nazwać srogimi. Gdy chodziłam do podstawówki, temperatura sięgała -20 stopni, a droga do szkoły to była codzienna walka z zaspami sięgającymi kolan.
Dawniej -20 stopni nie zatrzymywało dzieci w domach
Nikt nie narzekał, nie było komunikatów w mediach, że szkoła zamknięta. Rodzice ubierali nas w kilka warstw ubrań i kazali iść. Czasem odmroziłam sobie policzki, czasem wracałam z przemoczonymi nogawkami, ale żyję. Mało tego – hartowałam się. A dziś? Wystarczy, że spadnie kilka centymetrów śniegu i termometr pokaże lekki mróz, a od razu panika: „Szkoły zamknięte, dzieci przeziębią się w drodze do placówki”.
Zimowe wspomnienia z dzieciństwa i opowieści naszych rodziców
Moja mama często opowiadała mi, jak wyglądała jej droga do szkoły. Urodziła się w 1952 roku, mieszkała na wsi. Szkoła była 3 kilometry od domu. Mróz? Śnieg? To był standard. Wczesne wstawanie, śniadanie przy piecu, a potem marsz w grupie dzieci z sąsiedztwa. Buty często przeciekały, rękawiczki przemoczone, ale nikt nie myślał o zostaniu w domu.
Zima stulecia w 1979 roku to coś, co pamiętam jak przez mgłę, ale wiem, że wtedy cały kraj sparaliżował śnieg. I mimo to dzieci chodziły do szkoły. Mój tata mówił, że nikt nie przejmował się zimnem, bo nikt nie miał wyjścia. Musiałeś iść do szkoły, musiałeś się uczyć, musiałeś być twardy. Takie było wychowanie. Dziś mamy ciepłe kurtki, termiczne spodnie, samochody i mimo to boimy się mrozu.

Czy naprawdę nasze dzieci są aż tak kruche?
Zastanawiam się, czy przypadkiem nie wychowujemy pokolenia, które nie radzi sobie z żadną niewygodą. Zamiast nauczyć dzieci, jak sobie poradzić zimą, my po prostu eliminujemy problem: zamykamy szkoły. Ale przecież życie nie zawsze będzie łatwe. Co będzie, gdy nasze dzieci dorosną i przyjdzie im zmierzyć się z trudnościami?
Dzieci nie nauczą się radzenia sobie w różnych warunkach, jeśli będą chowane pod kloszem. Trochę mrozu to nie koniec świata. Owszem, nie każdy dom ma odpowiednie ogrzewanie, nie każde dziecko ma dobre ubrania, ale zamiast zamykać szkoły, może warto pomyśleć o zapewnieniu im odpowiednich warunków. Szkoła to nie tylko nauka – to też miejsce, gdzie dzieci mogą być bezpieczne, zjeść ciepły posiłek, być wśród rówieśników.
Zamykanie szkół z powodu mrozów to dla mnie absurd. Jako matka chcę, by moje dziecko było przygotowane na życie, nie tylko na komfort. Zamiast uczyć strachu przed zimnem, uczmy je, jak sobie z nim radzić.
Gosia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Dziecko nie jest trudne ani uparte. To rodzice popełniają 6 błędów, a potem sobie nie radzą