Nastolatka, mama i babcia weszły do przymierzalni. Ich rozmowa to nie żart, a smutne realia
Stałam w kolejce w sklepie odzieżowym i mimowolnie stałam się świadkiem rozmowy, która wraca do mnie do dziś. Obok mnie były nastolatka (może trzynaście, może czternaście lat), jej mama i babcia. Trzy pokolenia. Trzy kobiety. Słowa, które padły z ust babci, były tak okrutne, że dziewczynka przestała się odzywać.

To nie była kłótnia. To nie był żart. To były smutne realia tego, jak wychowujemy zagubione pokolenie.
„Za moich czasów dziewczyny wyglądały inaczej”
Nastolatka wyszła z przymierzalni w prostych dżinsach i bluzie. Nic wyzywającego, nic „nie na jej wiek”. Zwyczajna dziewczyna. Spojrzała na mamę, szukając potwierdzenia. Zanim zdążyła coś powiedzieć, babcia prychnęła.
„Masz za grube uda. W tym wyglądasz niechlujnie” – powiedziała tonem, jakby mówiła o pogodzie. Potem dodała, że „za jej czasów dziewczyny pilnowały się bardziej” i że „chłopcy patrzą”. Dziewczynka spuściła wzrok. Mama milczała.
To były słowa, które zostają na lata
Widziałam, jak w tej jednej chwili coś w niej gasło. Nie było buntu, nie było odpowiedzi. Było zawstydzenie. Takie ciche, wciągnięte do środka. Znam je aż za dobrze – wiele kobiet nosi je w sobie od dzieciństwa.
Te słowa nie są „motywujące”. Nie są „szczere”. Są okrutne, bo wypowiadane przez osobę, która powinna dawać bezpieczeństwo, a nie ocenę. Babcia nie widziała nastolatki. Widziała ciało do poprawienia.
Matki, które stoją pomiędzy
Najbardziej bolało mnie milczenie mamy. Nie dlatego, że była zła. Dlatego, że była sparaliżowana. Stała pomiędzy swoją matką a swoją córką, rozdarta między lojalnością a instynktem ochrony. To częsty obraz. Kobiety, które same wychowały się w kulturze zawstydzania, dziś nie zawsze potrafią przerwać ten łańcuch. Nawet jeśli czują, że coś jest nie tak.
Tak rodzi się zagubione pokolenie
Mówimy, że nastolatki są zagubione, że nie wiedzą, kim są, że mają problemy z samooceną. A potem słyszę takie rozmowy i myślę: jak miałyby się nie zgubić?
Kiedy ciało staje się projektem do naprawy, zanim jeszcze zdąży dorosnąć. Kiedy dziewczynki uczą się, że ich wartość zaczyna się i kończy na wyglądzie. Kiedy starsze pokolenia przekazują krytykę w pakiecie „troski”.
„Ja tylko mówię prawdę”
To zdanie pada zawsze. Babcia też je powiedziała. Że ona „tylko mówi prawdę”, że „życie ją nauczyło”, że „świat jest brutalny”. Problem w tym, że to nie świat był brutalny w tej przymierzalni. Brutalne były słowa, które padły bez refleksji. Prawda bez empatii nie jest prawdą. Jest przemocą.
Jeśli nie przerwiemy tego teraz, poniosą to dalej
Ta dziewczynka wyjdzie ze sklepu. Zapamięta ocenę. Zapamięta wstyd. I jeśli nikt nie stanie po jej stronie, może kiedyś powtórzyć te same słowa – swojej córce, wnuczce, innej dziewczynce. Tak właśnie wychowujemy zagubione pokolenie. Nie jednym wielkim błędem, ale tysiącem drobnych zdań, które brzmią niewinnie, a zostają na całe życie.
Wystarczyłoby jedno zdanie
Mama mogła powiedzieć: „Jest piękna taka, jaka jest”. Babcia mogła zamilknąć. Ktoś mógł przerwać. Czasem wystarczy jedno zdanie, żeby zmienić bieg historii. Nie chodzi o konflikt międzypokoleniowy. Chodzi o odpowiedzialność. Za słowa. Za dziewczynki, które uczą się siebie od nas. Bo jeśli nie zaczniemy ich chronić, będą się gubić jeszcze długo. I żadna „szczerość” tego nie usprawiedliwi.