Nasze babcie wołały na obiad pół podwórka i jeszcze dawały na wynos. Dziś dziecko wraca od koleżanki głodne
Kiedyś gościnność była oczywista – obiad dla wszystkich dzieci z podwórka i dokładka na wynos dla każdego. Dziś zdarza się, że dziecko wraca z odwiedzin u kolegi głodne.

Nie wiem, czy inni rodzice zauważają to samo, co ja, ale czasem serce mi pęka, kiedy widzę, jak zmieniło się podejście do gościnności. Pamiętam, jak moja mama i babcia gotowały obiady dla całego podwórka. Dosłownie – wołały wszystkich kolegów i koleżanki moich braci i mnie, nikt nie wychodził głodny, każdy mógł wziąć na wynos, jeśli chciał.
Dziś moje dziecko wróciło od koleżanki głodne, bo „nie starczyło”. Innym razem rodzice „wydzielili” małe porcje. Poczułam, że coś się w naszej kulturze dzielenia zatraciło.
Dzieci powinny wychodzić od kolegów najedzone
Gdy patrzę na moją córkę, która wraca z wizyty u koleżanki z pustym brzuszkiem, trudno mi ukryć rozczarowanie. Wspominam, jak kiedyś do kolegów chodziło się na wspólne jedzenie – obiad, ciasto, kompot – i nikt z rodziców nie myślał, że trzeba ograniczać porcje.
Dziecko powinno czuć, że w innych domach panuje gościnność, że może zjeść do syta, że jest po prostu mile widziane i traktowane z szacunkiem. Maluchy uczą się wtedy empatii i dzielenia. Dziś wydaje się, że takie doświadczenie jest rzadkością.
Kiedy gościnność staje się luksusem
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w dzisiejszych czasach prawdziwa gościnność jest luksusem, a obce dzieci tylko przeszkadzają rodzicom w ich domach. Kiedy moje dziecko wraca z wizyty i opowiada, że nie było nic do jedzenia albo dostało symboliczny kawałek pizzy, czuję smutek – bo to przecież nie tylko kwestia jedzenia, ale wychowania.
Dzieci uczą się przez obserwację. Jeśli widzą, że dzielenie się jest rzadkością, same mogą zacząć zachowywać się oszczędnie, nawet wobec najbliższych.

Babcia wołała na obiad pół podwórka
Czasem wracam myślami do mojej babci. Jak wołała na obiad pół podwórka, jak śmiała się z bałaganu, jak dawała każdemu dokładkę i pakowała kanapki „na drogę” dla tych, którzy jeszcze mieli do przebycia kawałek drogi, bo mieszkaliśmy na wsi.
To były czasy, kiedy gościnność była oczywista, a wspólne jedzenie – dawało prawdziwą radość. Chciałabym, żeby moje dziecko również mogło doświadczać takich chwil. No ale cóż, czasy się zmieniły.
Kasia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Nie pozwalam córce jeść obiadów u koleżanek. Spaliłabym się ze wstydu, że ktoś mi karmi dziecko”