Nauczyciele na zwolnieniach, rodzice w nerwach. „Kto przygotuje moje dziecko do egzaminu?”
W redakcyjnej skrzynce coraz częściej lądują listy od rodziców, którzy zamiast spokojnie odliczać miesiące do egzaminu ósmoklasisty, żyją w nieustannym napięciu. Tym razem napisała do nas mama ucznia ósmej klasy, opisując szkolną codzienność pełną nieobecności nauczycieli i zastępstw „na przeczekanie”.

„Wiem, że każdy może zachorować” – pisze nasza czytelniczka. Problem w tym, że nie chodzi o jedną czy dwie sytuacje. „Od początku roku ciągle ktoś jest na zwolnieniu. Raz polonistka, raz matematyk, za chwilę anglistka. Mój syn wraca do domu i mówi, że znów było zastępstwo”.
„Zastępstwo niby jest, ale lekcji nie ma”
W liście czuć rosnącą frustrację. Zastępstwa formalnie są, szkoła odhacza obecność nauczyciela w klasie, tylko ta obecność niewiele wnosi. „Na zastępstwa przychodzą nauczyciele innych przedmiotów. Robią z dziećmi pogadanki, czasem oglądają film, czasem odrabiają zaległości z własnych lekcji”. W efekcie lekcje kluczowe dla egzaminu, te z języka polskiego, matematyki i angielskiego, rozpływają się w kalendarzu.
To, co szczególnie wybrzmiewa w liście, to poczucie bezradności. „Nie mam pretensji do chorych nauczycieli. Mam pretensje do systemu, że nie ma komu uczyć”. Autorka dodaje, że jej syn jest pracowity, ale „nie da się samemu nadrobić wszystkiego, kiedy co tydzień wypada kilka godzin”.
Ósmoklasista w środku chaosu
Ósma klasa to czas, który i bez tego bywa trudny. Dzieciaki są zmęczone tempem, testami, presją wyników. W liście pada zdanie, które powinno dać do myślenia wszystkim rodzicom i nauczycielom: „On zaczyna wątpić w siebie, bo ma wrażenie, że stoi w miejscu”. Mama opisuje, że syn wraca czasem z rezygnacją: „Po co mam się starać, skoro i tak nie ma kto mi tego wytłumaczyć”.
Rodzice, z którymi rozmawiamy, potwierdzają podobne emocje u swoich dzieci. Ósmoklasista nie potrzebuje idealnych warunków, ale potrzebuje przewidywalności. Kiedy przez kilka tygodni lekcje są „poszatkowane” zastępstwami, w głowie pojawia się chaos. Trudno zbudować rytm nauki, trudno też zauważyć własny postęp, skoro materiał nie idzie do przodu w spójnym tempie.

„Kto przygotuje moje dziecko do egzaminu”
Najmocniejszy fragment listu to nie oskarżenie, tylko pytanie: „Kto przygotuje moje dziecko do egzaminu, jeśli szkoła nie jest w stanie zapewnić normalnych lekcji?”. Brzmi prosto, ale jest w nim cały ciężar rodzicielskiej odpowiedzialności. Bo rodzice czują, że kończy się czas, a oni nie mają narzędzi, żeby wypełnić lukę po nieobecnych nauczycielach.
W wielu domach ta sytuacja kończy się gorączkowym szukaniem korepetycji. Tylko że nie wszystkich na nie stać, nie każdy ma też dostęp do dobrych zajęć w swojej okolicy. Mama z listu pisze wprost: „Nie chcę, żeby wynik egzaminu zależał od zasobności portfela rodziców”. I trudno się z tym nie zgodzić.
Ten list zostaje z nami na dłużej, bo dotyka czegoś więcej niż organizacji zastępstw. Pokazuje, jak krucha bywa szkolna stabilność w momencie, kiedy dzieci mają przed sobą jeden z ważniejszych sprawdzianów. I jak samotnie potrafi się czuć rodzic, który widzi stres swojego dziecka, a jednocześnie odbija się od kolejnych komunikatów: „dziś też zastępstwo”.
Jeśli jesteście w podobnej sytuacji, piszcie do nas. Wasze historie to nie „narzekanie na szkołę”, tylko sygnał, że w miejscu, które ma wspierać dzieci, zaczyna brakować fundamentów. A ósma klasa nie poczeka, aż system się pozbiera.
Zobacz też: Rodzice płaczą nad długą przerwą świąteczną. „Powinni otworzyć świetlicę chociaż w wigilię”