Reklama

Przez tyle lat pracy w szkole widziałam dzieci wybitnie zdolne i takie, które ledwo łapały podstawy. Widziałam też dziesiątki rodziców – zatroskanych, wymagających, zmęczonych, zagubionych. I choć z wieloma rozmawiam bardzo szczerze, jest jedna rzecz, której nigdy nie mówię im wprost.

Nie dlatego, że chcę kogoś oszukać. Milczę, bo wiem, jak bardzo potrafi zaboleć prawda, jeśli nie jesteśmy gotowi, by ją unieść.

Rodzice chcą prawdy, ale nie zawsze są na nią gotowi

Często słyszę pytanie: „Pani zdaniem on ma potencjał?”, „Czy ona mogłaby mieć lepsze oceny?”, „Dlaczego innym idzie lepiej?”. Rodzice chcą konkretów, odpowiedzi, jasnych komunikatów. I ja je daję – mówię o postępach, trudnościach, możliwościach. Ale nie mówię wprost jednej rzeczy: że największym problemem dziecka bardzo często nie jest ono samo.

Po tylu latach widzę wyraźnie, jak ogromny wpływ na funkcjonowanie ucznia ma dom. Nie ilość korepetycji, nie zeszyty ćwiczeń, nie nawet zdolności. Tylko atmosfera, relacje i to, czy dziecko czuje się wystarczające. Gdybym miała powiedzieć rodzicom wprost, że to ich oczekiwania, presja albo brak uwagi najbardziej obciążają dziecko, wielu z nich skurczyłoby się w sobie. Albo obraziło. Albo przestało słuchać.

Dziecko niesie na plecach więcej, niż widać

Do szkoły przychodzą dzieci z plecakami pełnymi zeszytów, ale też emocji. Jedno boi się zawieść rodziców, inne żyje w ciągłym porównywaniu do rodzeństwa, kolejne słyszy w domu, że „mogłoby się bardziej postarać”. Tego nie widać w dzienniku, ale widać w oczach, w braku koncentracji, w wybuchach złości albo w wycofaniu.

Nigdy nie mówię rodzicom wprost: „Proszę mniej naciskać” albo „To nie szkoła jest problemem”. Staram się to sygnalizować delikatnie, okrężnie, przez rozmowy o dobrostanie, o zmęczeniu dziecka, o potrzebie odpoczynku. Bo wiem, że gdybym powiedziała to wprost, wielu rodziców poczułoby się ocenionych. A wtedy najczęściej zamykają się na wszystko inne.

dziecko w szkole
„Po tylu latach widzę wyraźnie, jak ogromny wpływ na funkcjonowanie ucznia ma dom” - pisze nauczycielka, fot. AdobeStock/Kawee

Milczę, choć mogłabym wiele powiedzieć

Ta jedna rzecz, której nigdy nie powiem wprost, mogłaby brzmieć tak: „Państwa dziecko nie potrzebuje więcej wymagań, tylko więcej spokoju”. Nie powiem tego tak dosadnie, bo wiem, że rodzice często robią wszystko z miłości. Tyle że miłość bywa niecierpliwa, lękliwa i nadmiernie kontrolująca.

Po 25 latach pracy wiem jedno: dzieci nie zawodzą dlatego, że są leniwe czy mało zdolne. Zawodzą wtedy, gdy są przeciążone emocjonalnie. A szkoła jest tylko miejscem, w którym to widać najbardziej. Nie mam pretensji do rodziców – większość z nich chce dobrze. Ale czasem największym wsparciem, jakie mogą dać dziecku, jest odpuszczenie.

Wiem, ile dzieci codziennie próbuje sprostać oczekiwaniom, które są po prostu zbyt ciężkie. I choć nie powiem tego rodzicom wprost na zebraniu, mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i zatrzyma się na chwilę.

Marzena K.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Wiadomość w e-dzienniku przyszła o 7:15 w poniedziałek”. Tak szkoły kpią z rodziców

Reklama
Reklama
Reklama