Nauczycielka zrobiła nocowankę w szkole i pożałowała. „Wymagania rodziców odebrały mi głos”
Miał to być jeden z tych momentów, które dzieci pamiętają latami i wspominają z uśmiechem. Zamiast tego został we mnie głównie żal, zmęczenie i decyzja, że więcej tego nie zrobię.

Szanowna Redakcjo. Jestem nauczycielką z kilkunastoletnim stażem, zawsze wierzyłam, że szkoła to coś więcej niż lekcje, sprawdziany i oceny. Wierzyłam, że wspólne doświadczenia, takie jak nocowanie w szkole, budują relacje, dają dzieciom poczucie bezpieczeństwa i tworzą wspomnienia na całe życie. Po ostatnim weekendzie wiem jedno: to była moja ostatnia nocowanka. I nie dlatego, że dzieci mnie zawiodły. Zawiedli mnie dorośli.
Nocowanka w szkole, czyli radość dzieci i mój prywatny czas
Zorganizowałam nocowanie z piątku na sobotę. Po lekcjach, kosztem swojego wolnego popołudnia i wieczoru. Były gry, rozmowy, kolacja, śmiech, zasypianie w śpiworach i to charakterystyczne podekscytowanie, które zna każdy, kto choć raz spał poza domem w grupie rówieśników. Dzieci były szczęśliwe. Widziałam to w ich oczach, słyszałam w ich głosach.
Noc była czuwaniem, nie snem. Odpowiadałam za kilkanaścioro dzieci, ich bezpieczeństwo, emocje, drobne tęsknoty i wielkie ekscytacje. Rano zorganizowałam śniadanie, dopilnowałam porządku i zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami poprosiłam rodziców o odbiór dzieci zaraz po nim. Byłam zmęczona, ale z poczuciem, że zrobiłam coś dobrego.
„A nie mogłyby Pani zostać dłużej?” – wymagania rodziców po nocowance
I wtedy zaczęły się pretensje. Żal, że dzieci trzeba odebrać „tak wcześnie”. Sugestie, że może mogłabym zostać do południa albo chociaż do dziesiątej. Padały argumenty, że rodzice chcieliby się wyspać, że sobota to jedyny dzień, kiedy mogą odpocząć. Jedna osoba zapytała wprost, czy „naprawdę nie da się tego jakoś zorganizować”.
Czy naprawdę doszliśmy do momentu, w którym nocowanka w szkole staje się formą darmowej opieki? Czy mój prywatny czas, odpowiedzialność i zmęczenie są mniej ważne niż cudza wygoda? Nikt nie zapytał, czy ja mam siłę, czy mam plany, czy zwyczajnie chcę wrócić do domu i odpocząć po całej nocy czuwania.

Więcej nocowanki w szkole nie będzie
Piszę to z ogromnym rozczarowaniem, bo dzieci zasługują na takie inicjatywy. Ale nauczyciele też zasługują na szacunek. Nocowanie w szkole nie jest moim obowiązkiem. To gest dobrej woli, zaangażowania i serca. Tymczasem spotkałam się z postawą roszczeniową, jakby to było coś oczywistego i należnego.
Nie jestem opiekunką do wynajęcia. Jestem nauczycielką, która i tak często pracuje po godzinach, odpowiada na wiadomości wieczorami i myśli o uczniach w weekendy. Ta nocowanka uświadomiła mi boleśnie, że każda dodatkowa inicjatywa może zostać obrócona przeciwko mnie, jeśli nie spełni wszystkich oczekiwań dorosłych.
Dlatego podjęłam decyzję: więcej nocowania w szkole nie będzie. Nie dlatego, że nie lubię dzieci. Właśnie dlatego, że je szanuję – i chcę im dawać to, co najlepsze, a nie to, co zostaje ze mnie po całonocnym czuwaniu i porannych pretensjach.
Z poważaniem,
Aleksandra J.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Rodzice żądają świetlic otwartych do wieczora. „Nauczycielki i tak nie mają co robić”