Nie chce pomocy dziadków przy dziecku. „Sadzanie przez TV i słodycze to nie wychowywanie”
Wiem, że wiele matek oddałoby wszystko za babcię „na zawołanie”. Ja mam taką możliwość – a mimo to z niej nie korzystam. I wcale nie czuję się winna, bo robię to z miłości do swojego dziecka.

Moi rodzice i teściowie mieszkają niedaleko. Od kiedy urodził się mój syn, regularnie słyszę: „Przywieź go na weekend”, „My się nim zajmiemy”, „Ty wreszcie odpoczniesz”.
Na początku próbowałam. Myślałam, że może przesadzam, że może rzeczywiście potrzebuję chwili dla siebie. Spakowałam torbę, ulubioną książeczkę, kocyk pachnący domem, piżamę, warzywne przekąski. Wrócił szczęśliwy – i rozregulowany.
Bo u dziadków dzień wygląda inaczej. Telewizor włączony od rana. Bajki lecą jedna po drugiej, „bo przecież to dla dzieci”. Do tego słodycze „po obiedzie”, „bo tak ładnie zjadł”, „bo u babci wolno”.
Tylko że to nie są moje zasady.
U babci wolno więcej
Słyszę, że przesadzam. Że babcia ma prawo rozpieszczać. Że od tego są dziadkowie. Tylko że ja nie chcę, żeby moje dziecko miało dwa światy – jeden z zasadami, drugi bez granic.
Nie chodzi o to, że zabraniam wszystkiego. Oglądamy bajki, jemy coś słodkiego. Ale to jest dodatek, nie plan dnia.
Kiedy odbieram syna od dziadków i słyszę: „Dzisiaj obejrzeliśmy tylko trzy filmy!”, a potem przez dwa dni walczę z marudzeniem, histerią przy wyłączaniu telewizora i tekstami „u babci mogę”, to naprawdę trudno mi być wdzięczną.
Dla mnie sadzanie dziecka przed ekranem na kilka godzin to nie opieka. To wygoda dorosłych. A wciskanie czekolady co chwilę to nie miłość – to brak konsekwencji.
Nie każda pomoc jest dobra
Najbardziej boli mnie to, że kiedy odmawiam, słyszę: „To po co ci w ogóle rodzina?”. Albo: „Kiedyś dzieci wychowywały się u dziadków i było dobrze”.
Może i było. Ale dziś wiemy więcej o wpływie ekranów, cukru, braku rutyny. Staram się wychowywać świadomie. Czy popełniam błędy? Oczywiście. Ale chcę, żeby były to moje błędy, a nie efekt weekendu bez zasad.
Nie odcinam dziadków. Zapraszam ich do nas. Mogą spędzać czas z wnukiem, bawić się, czytać, iść na spacer. Tylko proszę o jedno – o szacunek do naszych reguł.
Nie chcę pomocy za cenę chaosu. Nie chcę „odpoczynku”, po którym muszę przez tydzień składać to, co się rozsypało.
Może dla niektórych jestem przewrażliwiona. Może powinnam przymknąć oko. Ale to ja jestem matką. I to ja ponoszę konsekwencje wychowania mojego dziecka.
Dziadkowie mogą rozpieszczać. Ale nie kosztem wartości, które próbuję budować każdego dnia.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Pięć lat po ślubie, a do teściowej wciąż mówię per pani. Powiedziała mi, że matkę ma się jedną”