Reklama

Nie mamy wielkiego domu ani nowego auta z salonu. Mamy jeden używany samochód, który czasem zaczyna wydawać dziwne dźwięki i wtedy oboje z mężem udajemy, że ich nie słyszymy. Bo wiadomo, co to znaczy – mechanik i kolejny wydatek.

Nasze wakacje nie wyglądają jak z Instagrama. Najczęściej jedziemy nad jezioro albo do babci na wieś. Dzieci biegają po podwórku, jedzą pomidory prosto z krzaka i wracają do domu ze zdartymi kolanami.

I wiecie co? One są wtedy najszczęśliwsze na świecie.

Nie jestem tą mamą, która pakuje dzieciom śniadaniówki przypominające małe dzieła sztuki. Rano jest raczej chaos – jeden syn szuka skarpetek, drugi pyta, gdzie jest jego ulubiona zabawka.

Robię kanapki z serem i szynką. Czasem dorzucę jabłko. Czasem coś słodkiego. Muffiny z pudełka.

Tak wygląda codzienność zwykłej mamy.

Nie będę udawać – pieniądze mają dla nas znaczenie. Zanim pójdę na zakupy, przeglądam gazetki supermarketów. Wiem, gdzie masło jest 3+3 gratis, gdzie mleko jest tańsze, a gdzie warto kupić proszek do prania.

Kiedy trafiam na dobrą promocję, naprawdę się cieszę. Bo wiem, że dzięki temu zostanie trochę pieniędzy na coś ekstra dla dzieci. Może na wspólne lody po przedszkolu i szkole. Może na pizzę w piątek wieczorem.

Nie kupuję drogich ubrań. Często wybieram Pepco, Lidla, czasem coś z promocji w sieciówce. Dzieci i tak z nich wyrastają szybciej, niż zdążę je porządnie wyprać kilka razy.

I długo mam wrażenie, że przez to odstaję od innych mam.

Ale wieczorem czterolatek przychodzi się przytulić. Mówi: „Mamusiu, kocham cię najbardziej na świecie”.

Siedmiolatek czyta mi pierwsze zdanie z książki i patrzy na mnie tak, jakbym była najważniejszą osobą w jego życiu.

I nagle wszystko staje się jasne.

Moje dzieci nie widzą promocji na masło.
Nie widzą używanego samochodu.
Nie widzą tego, że nie mam idealnych paznokci ani perfekcyjnego domu.

One widzą tylko mamę.

Mamę, która je przytuli, kiedy coś się nie uda.
Mamę, która zrobi kanapki do szkoły.
Mamę, która przeczyta bajkę przed snem, nawet jeśli jest bardzo zmęczona.

I wtedy myślę sobie jedno.

Może wcale nie trzeba być idealną mamą z internetu.

Może wystarczy być po prostu… mamą.

Mamą, która kocha.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Reklama
Reklama
Reklama