„Nie poznaję syna po powrocie z ferii u dziadków. Nie mogę uwierzyć, co zrobiła teściowa”
Czy dziadkowie mają prawo rozpieszczać wnuki, nawet jeśli robią to wbrew zasadom ustalonym przez rodziców? Z takim pytaniem napisała do naszej redakcji czytelniczka, której 5-letni syn wrócił z ferii u dziadków zupełnie nie do poznania.

„Mój synek Antek po raz pierwszy pojechał do moich teściów zupełnie sam. Mają duży dom na wsi, ogród, las za płotem. Antek uwielbia tam być, zawsze wracał szczęśliwy, ale dotąd byliśmy tam razem. Teraz postanowiliśmy, że zostanie sam na tydzień”.
Codziennie dzwonili. „Opowiadał, jak dziadek zabierał go na sanki, jak budowali bałwana, jak jeździli na spacery. Teściowa dużo z nim rysowała – ona naprawdę ma talent, przez lata malowała obrazy, kilka nawet sprzedała. Brzmiało jak idealne ferie”.
„Nie poznaję swojego dziecka”
Po powrocie coś się jednak zmieniło. „Już pierwszego dnia przy śniadaniu dostałam sygnał ostrzegawczy. Zrobiłam Antkowi jajecznicę, podałam twarożek, warzywa i kromkę razowego chleba. Spojrzał na talerz i zaczął marudzić. Powiedział, że on chce ‘normalne śniadanie’”.
„Normalne, czyli słodkie płatki z mlekiem albo jogurt owocowy. Tak było u babci”.
W kolejnych dniach było tylko gorzej. „Odrzucał kaszę, nie chciał warzyw, kręcił nosem na wodę. Pytał o cukierki. O deser. O coś słodkiego po obiedzie”.
„U dziadków jadł cukier od rana do wieczora”
Dopiero po rozmowie z teściową wszystko się wyjaśniło. „Okazało się, że przez cały tydzień Antek jadł słodkie płatki na śniadanie, potem dostawał jogurty owocowe, garść cukierków, na obiad zupkę i placuszki. Między posiłkami kolejne słodkości”.
„Wszystkie nasze zasady żywieniowe zostały wyrzucone do kosza”.
Maja nie kryje rozgoryczenia. „Nie chodzi o to, że raz zjadł coś słodkiego. Chodzi o tydzień bez żadnych granic. Teraz ja muszę od nowa uczyć go tego, co wypracowaliśmy miesiącami”.
„Czuję się, jakby ktoś podciął mi skrzydła”
„Najbardziej boli mnie to, że teściowa wiedziała, jak jemy. Wiedziała, że dbam o to, co Antek wkłada do buzi. A mimo to zrobiła po swojemu”.
„Rozumiem rozpieszczanie, ale nie rozumiem sabotowania. Bo teraz to nie ona zmaga się z płaczem przy talerzu. To ja”.
Na koniec czytelniczka pisze: „Nie wiem, jak rozmawiać z teściami, żeby nie wyjść na czepialską. Ale wiem jedno – nie poznaję swojego dziecka po tym tygodniu. I to naprawdę boli”.
Zobacz także: Toksyczni dziadkowie uparcie powtarzają tych 7 zdań. Tak przeszkadzają rodzicom w wychowaniu