Reklama

Szanowna Redakcjo,

piszę do Państwa, bo czuję, że coraz więcej osób nie rozumie mojego podejścia, a dla mnie to kwestia bardzo osobista i – powiem wprost – honorowa. Nie pozwalam mojej córce jeść obiadów u koleżanek. I nie, nie chodzi o brak zaufania czy jakieś dziwne zasady żywieniowe. Chodzi o coś znacznie głębszego.

Zostałam wychowana w domu, w którym zawsze powtarzano: dziecko powinno jeść u siebie. To rodzic odpowiada za to, czy dziecko jest najedzone, czy ma ciepły posiłek i czy niczego mu nie brakuje. I ja się tego trzymam.

Kiedy słyszę, że moja córka mogłaby zostać u kogoś na obiedzie, czuję dyskomfort. Spaliłabym się ze wstydu, że ktoś musi karmić moje dziecko. To ja jestem od tego. To mój obowiązek i moja odpowiedzialność.

„Ale wszyscy tak robią” – i co z tego?

Najtrudniejsze są rozmowy z innymi rodzicami i… z własnym dzieckiem. Córka coraz częściej mówi: „Mamo, u Oli wszyscy jedzą razem, jej mama zawsze proponuje obiad”. I widzę w jej oczach zdziwienie, że u nas jest inaczej.

Słyszę też od znajomych: „Przesadzasz, przecież to normalne”. Tylko że dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste. Nie chcę, żeby ktoś czuł się zobowiązany do karmienia mojego dziecka. Nie chcę, żeby moja córka przyzwyczaiła się, że gdziekolwiek pójdzie, tam ktoś ją nakarmi.

Uważam, że dom to dom. Tam jemy, tam dbamy o siebie. W gościach można napić się herbaty, zjeść ciastko, ale obiad to już coś więcej. To część codzienności, którą chcę zachować dla naszej rodziny.

obiad u koleżanki
W gościach można napić się herbaty, zjeść ciastko, ale obiad to już coś więcej - uważa mama, fot. AdobeStock/Вероника Зеленина

Wychowanie czy przesada?

Zaczynam się jednak zastanawiać, czy świat nie zmienił się bardziej, niż mi się wydaje. Może dziś to już norma, że dzieci jedzą u siebie nawzajem i nikt nie robi z tego problemu? Może tylko ja trzymam się zasad, które dla innych są już przestarzałe?

A jednak coś we mnie mówi, że nie robię nic złego. Że uczę córkę odpowiedzialności i pokazuję, że to rodzic dba o podstawowe potrzeby dziecka. Nie chcę być tą mamą, która „liczy na innych”.

Z drugiej strony widzę, że córce jest przykro. Że chciałaby zostać dłużej, poczuć się swobodnie u koleżanek, nie musieć wracać, bo „zaraz obiad”. I wtedy zaczynam się wahać.

Dlatego piszę ten list – bo naprawdę nie wiem, gdzie jest granica między zasadami a uporem. Czy powinnam odpuścić i pozwolić jej na takie sytuacje? Czy trzymać się tego, co wyniosłam z domu?

Jedno wiem na pewno – nie robię tego ze złośliwości. Robię to, bo wierzę, że tak jest właściwie. Tylko czy na pewno w dzisiejszych czasach jeszcze jest?

Z poważaniem,
mama 10-letniej Poli


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Córka wróciła od koleżanki głodna. „Ciocia powiedziała, że dla mnie nie starczyło już spaghetti”

Reklama
Reklama
Reklama