„Nie stać mnie, ale zagryzam zęby i płacę”. Rodzice narzekają na ceny korepetycji
Edukacja w szkołach publicznych jest darmowa. W teorii. W praktyce coraz więcej rodziców mówi wprost: przelewy do korepetytorów pokazują coś innego. I choć kwoty rosną, wielu nie widzi wyjścia. „To nie luksus. To konieczność” – słyszymy.

Jeszcze kilkanaście lat temu korepetycje były przede wszystkim wsparciem dla uczniów z trudnościami. Dziś – jak przyznają rodzice – stają się normą także dla dzieci radzących sobie dobrze.
– Córka jest w ósmej klasie. Nigdy nie miała problemów z nauką, a mimo to chodzimy na matematykę i angielski. Dlaczego? Bo tempo w szkole jest takie, że jak coś umknie, to już nie ma kiedy tego nadrobić – mówi mama 14-latki.
Rodzice podkreślają, że nie chodzi o ambicje „ponad normę”, ale o próbę utrzymania się na poziomie wymagań.
– Bez tego ona po prostu nie nadąży. Nauczyciel robi swoje, ale nie ma czasu tłumaczyć każdemu indywidualnie – dodaje.
Edukacja „po godzinach” staje się standardem
Dzieci kończą lekcje i... zaczynają kolejne. Tyle że już poza szkołą i za pieniądze.
– Syn ma zajęcia od 8 do 15, a potem dwa razy w tygodniu korepetycje. Wraca zmęczony, ale mówi, że tam dopiero rozumie temat – opowiada mama ucznia szóstej klasy.
Problemem nie jest tylko czas, ale też rosnące koszty. Stawki za godzinę zajęć potrafią być dla rodzin dużym obciążeniem, zwłaszcza gdy wsparcia wymaga więcej niż jeden przedmiot.
– Płacimy kilkaset złotych miesięcznie. Przy dwójce dzieci to robi się naprawdę poważna suma. Ale co mam zrobić? Powiedzieć: trudno, radź sobie? – pyta jedna z matek.
Szkoła powinna wystarczyć. A nie wystarcza
W rozmowach z rodzicami wraca jedno zdanie: system nie działa tak, jak powinien.
Z jednej strony – przeładowana podstawa programowa i szybkie tempo. Z drugiej – brak przestrzeni na indywidualne podejście do ucznia.
– Nie mam pretensji do nauczycieli. Oni też są przeciążeni. Ale prawda jest taka, że szkoła powinna wystarczyć. A nie wystarcza – mówi mama licealisty.
W efekcie ciężar odpowiedzialności przesuwa się na rodziny. To one organizują wsparcie, pilnują postępów i... finansują edukację, która w teorii jest bezpłatna.
System, który napędza sam siebie
Im więcej uczniów korzysta z korepetycji, tym bardziej rośnie presja na pozostałych. Dzieci zaczynają porównywać się między sobą, a rodzice – bać się, że ich dziecko „zostanie w tyle”.
To błędne koło, z którego trudno się wycofać.
Bo choć wielu mówi: „to nie powinno tak wyglądać”, to jednocześnie dodają: „nie mogę ryzykować przyszłości dziecka”.
I tak edukacja przenosi się poza szkołę. Cicho, systematycznie, za zamkniętymi drzwiami – i za coraz wyższą cenę.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Zapasy rodziców z nauczycielami to nowy sport narodowy. Wiadomość z Librusa jeży włos na głowie