Oddawałam wnukom po 500 zł z każdej emerytury. Teraz już wiem, że sama na siebie ukręciłam bat
Dawałam im pieniądze, kupowałam prezenty i spełniałam zachcianki. Kocham je nad życie i zrobiłabym wszystko, żeby sprawić im radość. Teraz z bólem serca widzę, że stałam się dla nich jedynie bankomatem, a nasze relacje się rozpadły.

Piszę do Was, bo czuję ogromny smutek i rozczarowanie, które trudno mi już dusić w sobie. Przez wiele miesięcy oddawałam ukochanym wnukom po 500 zł z każdej mojej emerytury. Chciałam sprawić im radość, pokazać, że mogą na mnie liczyć, być dla nich kimś ważnym, bliskim. To nie były tylko pieniądze – to były prezenty, drobne upominki, czas razem spędzany. Byłam dumna, gdy mogłam im podarować coś nowego, szczególnie widząc uśmiech na ich twarzach.
Ale dziś widzę, jak bardzo się myliłam. Moje wnuki – 11-letnia dziewczynka i 13-letni chłopiec – nie czekają już na mnie, tylko na prezenty, na kopertę z pieniędzmi. Za każdym razem, gdy mnie odwiedzają, pierwsze pytanie dotyczy tego, czy mam dla nich coś nowego. Przestały mnie pytać, co u mnie, nie chcą rozmawiać. Mają najnowsze telefony, tablety, słuchawki – a ja, siedząc naprzeciwko nich przy stole, czuję się niewidzialna.
500 zł z każdej emerytury – chciałam być ukochaną babcią
Każdego miesiąca odkładałam te 500 zł, choć sama nie mam wiele. Zawsze powtarzałam sobie, że przecież jestem babcią, więc to moja radość i obowiązek – pomagać, rozpieszczać, dzielić się tym, co mam. Przypominałam sobie, jak to było w moim dzieciństwie, kiedy wystarczył uśmiech, wspólny spacer, rozmowa z babcią, by czuć się ważnym.
A dziś? Moje wnuki nie chcą już rozmawiać, nie słuchają, co mam do powiedzenia. Otwierają prezenty, sprawdzają, ile dostały pieniędzy – i tyle. Wiem, że cieszą się z nowych gadżetów, ale czuję, że nasza relacja zniknęła. Dla nich jestem po prostu osobą, która przynosi pieniądze i nic więcej.

Gdy miłość babci przestaje wystarczać – bolesna prawda o relacjach
Najbardziej zabolało mnie, gdy ostatnio przyszli do mnie tylko po to, by zapytać, czy mam dla nich coś nowego. Nawet nie spojrzeli mi w oczy. Próbowali być mili, ale tylko dlatego, że chcieli coś dostać. Przez resztę wizyty nie odezwali się ani słowem, siedzieli z nosami w telefonach.
Próbowałam rozmawiać, proponowałam wspólną herbatę, grę w karty, powspominanie dzieciństwa i oglądanie zdjęć. Oni nie chcieli. Odpowiedzi były krótkie, niechętne. Wtedy zrozumiałam, że sama na siebie ukręciłam bat. Moje dobre serce i chęć dawania sprawiły, że stałam się dla nich tylko bankomatem. Przestałam być ważna jako babcia, stałam się źródłem prezentów.
Wiem, że wiele babć i dziadków chce dać wnukom wszystko, co najlepsze – ale wydaje mi się teraz, że to nie powinny być rzeczy, tylko czas, rozmowa, wspólne chwile. Chciałam być najlepszą babcią, a zostałam tylko portfelem.
Barbara
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Nie poznaję syna po powrocie z ferii u dziadków. Nie mogę uwierzyć, co zrobiła teściowa”