Reklama

Jestem matką dziecka w wieku szkolnym i przyznam się Państwu, że coraz częściej czuję wstyd, czytając to, co wypisują inni rodzice. Ostatnio na naszej klasowej grupie wybuchła awantura, bo nauczycielka zaplanowała sprawdzian w poniedziałek. Argumenty? Dzieci będą zestresowane po weekendzie, materiału jest dużo, to za wcześnie, to za trudno, to za duże obciążenie psychiczne. W końcu padło hasło, żeby wspólnie napisać do nauczycielki i zażądać odwołania sprawdzianu.

Nie podpisałam się pod tym apelem. I nie dlatego, że nie zależy mi na dziecku. Właśnie dlatego, że mi zależy.

Rodzice chcą decydować o szkole zamiast nauczycieli

Coraz częściej mam wrażenie, że część rodziców pomyliła role. Nauczyciel przestaje być nauczycielem, a zaczyna być wykonawcą poleceń z grupy na komunikatorze. Ktoś uznał, że sprawdzian w poniedziałek to zło. Ktoś inny, że materiał jest „za ambitny”. Jeszcze ktoś, że dzieci mają prawo do świętego spokoju po weekendzie.

Tylko od kiedy to rodzice układają plan pracy nauczyciela? Od kiedy sprawdziany ustala się w głosowaniu. Szkoła nie jest hotelem ani animacją czasu wolnego. Jest miejscem, gdzie dzieci uczą się także radzenia sobie z wyzwaniami.

Stres dziecka jako argument na wszystko

Oczywiście, dzieci się stresują. Przed sprawdzianem, odpowiedzią, nową sytuacją. Tak było zawsze. Stres jest częścią życia, a szkoła jest jednym z pierwszych miejsc, gdzie dziecko uczy się, jak sobie z nim poradzić. Jeśli przy każdym napięciu biegniemy do nauczyciela z żądaniem zmian, to czego uczymy nasze dzieci?

Że świat ma się do nich dostosować. Że trudności trzeba usuwać, a nie je oswajać. Że wystarczy głośno zaprotestować, żeby ktoś inny odpuścił.

szkoła
Naszą czytelniczkę oburzyła reakcja rodziców na zapowiedź sprawdzianu, fot. AdobeStock/Drazen

Brak szacunku do nauczycieli niszczy szkołę

Najbardziej boli mnie brak szacunku. Nauczycielka zaplanowała sprawdzian zgodnie z programem, dała wcześniej informację, przygotowała dzieci. A mimo to została publicznie oceniona, skrytykowana i postawiona pod ścianą. To nie jest współpraca. To presja.

Takie zachowania psują szkołę. Podkopują autorytet nauczycieli i pokazują dzieciom, że dorosłych można rozgrywać. A potem dziwimy się, że nauczyciele są wypaleni, że nie chcą uczyć, że odchodzą z zawodu.

Nie chcę szkoły, w której rodzice rządzą zza ekranów telefonów. Chcę szkoły, w której nauczyciel może uczyć, a rodzic wspiera, nie ingeruje. I chcę wychować dziecko, które poradzi sobie nie tylko z poniedziałkowym sprawdzianem, ale też z życiem.

Agnieszka


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Ten nawyk rodzica podcina skrzydła bardziej niż docinki kolegów. Robimy to nieświadomie

Reklama
Reklama
Reklama