Reklama

Szanowna Redakcjo. Pojechałam do wnuków z radością. Upiekłam ciasto, wzięłam drobne prezenty, tak jak zawsze. Myślałam, że spędzimy razem spokojny czas, że porozmawiamy, pośmiejemy się, że poczuję, że jestem potrzebna. Zamiast tego wróciłam do domu z uczuciem, którego nie pamiętam od lat – głębokiego wstydu i rozczarowania.

Zobaczyłam coś, czego nie da się „odzobaczyć”

Już od progu poczułam się jak ktoś obcy. Wnuki nie oderwały wzroku od ekranów, synowa rzuciła tylko krótkie „Dzień dobry”, a syn – jakby był ciągle w biegu – nawet nie zapytał, jak się czuję po podróży. Usiadłam na kanapie i patrzyłam, jak każdy żyje w swoim świecie. Nikt nie zaproponował herbaty. Nikt nie zapytał, czy jestem zmęczona.

Najbardziej zabolało mnie jednak coś innego. Sposób, w jaki mówiono do dzieci. Krzyki, rozkazy, nerwy o byle drobiazg. A potem – cisza i telewizor, który miał „załatwić sprawę”. Patrzyłam na wnuki i miałam wrażenie, że są bardziej samotne niż ja.

Pieniądze nie leczą braku uwagi

Od lat pomagałam im finansowo. Na wakacje, na zajęcia dodatkowe, na „nagłe wydatki”. Robiłam to z serca, wierząc, że dokładam swoją cegiełkę do ich lepszego życia. Podczas tej wizyty zrozumiałam, że moje pieniądze stały się czymś oczywistym. Oczekiwanym. Bez wdzięczności, bez refleksji.

Kiedy usłyszałam mimochodem: „Mamo, może dołożysz się jeszcze do nowego laptopa dla młodego?”, poczułam, jakby ktoś mnie uderzył. Nie zapytano, czy mogę. Nie zapytano, czy chcę. Założono, że przecież babcia zawsze pomoże.

A ja siedziałam wieczorem sama w pokoju gościnnym i zastanawiałam się, kiedy ostatni raz ktoś zapytał mnie, czego ja potrzebuję.

babcia i wnuczek
Babcia zawsze wspierała wnuki, fot. AdobeStock/Iryna

Babcia też ma prawo powiedzieć „dość”

Wróciłam do domu i długo nie mogłam zasnąć. Myślałam o tym, jak bardzo pomyliliśmy w naszych rodzinach role. Jak często starsze pokolenie ma tylko dawać, nie oczekując niczego w zamian – nawet szacunku i zwykłej rozmowy.

Dlatego podjęłam decyzję. Trudną, bolesną, ale konieczną. Nie dam już ani złotówki, jeśli nie będzie za tym relacji. Jeśli pieniądze mają zastępować obecność, rozmowę i wychowanie – nie chcę w tym uczestniczyć.

Nadal kocham moje wnuki. Nadal będę dla nich, gdy będą mnie potrzebować naprawdę. Ale nie chcę już być bankomatem ani cichym dodatkiem do rodzinnych spotkań. Chcę być babcią – z krwi i kości, z uczuciami, granicami i godnością.

Wiem, że wiele babć milczy, bo boi się, że straci kontakt z rodziną. Ja też się boję. Ale jeszcze bardziej boję się tego, że dalej będę się zgadzać na bycie niewidzialną.

Z wyrazami szacunku,

Anna


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Oddawałam wnukom po 500 zł z każdej emerytury. Teraz już wiem, że sama na siebie ukręciłam bat

Reklama
Reklama
Reklama