Panie w przedszkolu psują dzieci? „W domu stosujemy zimny chów, a one rozpieszczają mi córkę”
Myślę, że wielu rodziców zna to uczucie. Moja córka wraca do domu szczęśliwa, ale też bardziej rozpieszczona, niż bym sobie tego życzyła.

Każdego ranka żegnam moją córkę w przedszkolu z poczuciem, że w domu staramy się wprowadzać jasne zasady – zdrowy „zimny chów”, konsekwencję, naukę samodzielności. A po południu wraca do domu rozpuszczona. I choć kocham ten jej uśmiech, w środku czuję złość i frustrację.
„W domu uczymy samodzielności, w przedszkolu… rozpieszczają”
Nie mówię, że panie w przedszkolu robią coś złego złośliwie. Wręcz przeciwnie – widzę, że zależy im, żeby dzieci czuły się dobrze, były szczęśliwe i bezpieczne. Problem w tym, że te same gesty, które w domu są zakazane lub ograniczone, w przedszkolu stają się normą. Na przykład: moja córka w domu musi sama sprzątać po zabawie, a w przedszkolu pani od razu podchodzi, poprawia, czasem robi za nią. W domu samodzielne jedzenie to punkt obowiązkowy, w przedszkolu jej pomagają, bo „biedne dziecko się poplami”.
Nie mogę nie zauważyć, że te różnice tworzą w niej pewien dysonans. Dziecko uczy się, że pewne zasady obowiązują tylko w domu, a w innym środowisku… wszystko jest dozwolone. I choć wiem, że nikt nie chce mi „psuć” dziecka, czasami mam wrażenie, że wychodzi z przedszkola bardziej rozpieszczona, niż powinna.
„Czuję się rozdarta między zaufaniem a zasadami”
Codziennie staram się balansować między tym, co chcę wprowadzić w domu, a tym, co dzieje się w przedszkolu. Chcę ufać wychowawczyniom, wiem, że kochają dzieci i robią, co w ich mocy. Ale z drugiej strony widzę, jak moja córka testuje granice, próbuje wymusić coś w domu, używając „strategii”, którą najpewniej poznała w przedszkolu. Wtedy pojawia się pytanie: czy moja konsekwencja ma sens, jeśli w innym środowisku dziecko może robić wszystko inaczej?
Czasami śmieszy mnie, kiedy wraca do domu i opowiada, jak pani pozwoliła jej nie sprzątać talerza. Ale za chwilę ten sam talerz w domu staje się powodem do kłótni i testowania zasad. Czuję wtedy bezsilność – bo wiem, że nie da się dzieciom całkowicie wytłumaczyć różnic między domem a przedszkolem, jednocześnie ucząc konsekwencji.

Jak znaleźć złoty środek?
Nie mam złudzeń – to nie jest kwestia jednego przedszkola, jednej nauczycielki czy jednego dnia. To cały system, w którym dzieci funkcjonują w dwóch światach: domowym i przedszkolnym. W każdym z nich zasady bywają różne.
Szukamy równowagi między zaufaniem do wychowawców a własnym systemem wartości. Nie chcemy, żeby nasze dzieci były rozpieszczone tylko dlatego, że ktoś chce, aby były szczęśliwe w danym momencie. Chcemy, żeby uczyły się konsekwencji, samodzielności i szacunku dla reguł – nawet jeśli oznacza to chwilowe „nie” na coś, co chciałyby dostać od razu.
Zdaję sobie sprawę, że wychowawczynie działają najlepiej, jak potrafią, ale czasem – mam wrażenie – psują to, czego my uczymy w domu. Wiem, że musimy znaleźć sposób, żeby oba światy jakoś ze sobą współgrały.
Dziękuję za możliwość podzielenia się tym doświadczeniem – może inni rodzice również odnajdą w tym swoje dylematy i poczują, że nie są sami.
Maria
Komentarz Redakcji:
Rozumiemy emocje tej mamy, ale warto zatrzymać się przy przekonaniu, że „zimny chów” jest najlepszą drogą do wychowania samodzielnego dziecka. Współczesna wiedza pokazuje coś innego – bliskość, wsparcie i reagowanie na potrzeby nie rozpieszczają, tylko budują poczucie bezpieczeństwa, które jest fundamentem samodzielności. Również określenie, że dziecko „wymusza”, bywa krzywdzące – dzieci nie manipulują świadomie, tylko komunikują potrzeby i uczą się emocji oraz granic.
Przedszkole nie ma „utwardzać” dzieci, ale je wspierać – także w trudniejszych momentach. To naturalne, że zasady w domu i w placówce się różnią. Być może więc nie chodzi o to, że przedszkole „psuje” dzieci, ale o zderzenie dwóch stylów wychowania. A dziecko, jak zawsze, próbuje się w tym odnaleźć najlepiej, jak potrafi.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Zadzwoniła z przedszkola do rodzica 3-latki: „Niech Pani nie dzwoni z takimi bzdetami”