Reklama

Temat pojawił się jeszcze przed ślubem. Pamiętam, że siedziałyśmy przy stole i rozmawiałyśmy o organizacji wesela. Zapytałam wtedy nieśmiało, jak chciałaby, żebym się do niej zwracała.

Odpowiedziała bez wahania: „Nigdy twoją matką nie będę, bo teściowa to nie matka. Matkę ma się jedną”.

Zabrzmiało to chłodno. Ostatecznie więc zostało „pani”. Skoro sama postawiła granicę, uszanowałam ją. Uznałam, że tak będzie bezpieczniej – bez nieporozumień, bez udawanej bliskości.

Tylko że lata mijają, a to jedno słowo zaczęło żyć własnym życiem.

W mojej rodzinie jest inaczej

Mój mąż od początku mówi do moich rodziców „mamo” i „tato”. Nikt go do tego nie zmuszał – samo przyszło. Moi rodzice traktują go jak syna. Zapraszają, pytają o zdanie, dzwonią bez okazji. Jest „swój”.

Kiedy przychodzimy na rodzinny obiad i mówię: „Czy poda mi pani sól?”, zapada ta sekunda ciszy. Opowiadam później o tym mamie, a ona tylko wzdycha: „To takie smutne”. Siostra kiedyś powiedziała wprost: „Brzmi, jakbyś była u obcych ludzi”.

Zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie sama nie tworzę problemu. Może powinnam po prostu przełamać się i zacząć mówić inaczej? Tak sama z siebie? Albo zapytać jeszcze raz?

Tylko że wracam myślami do tamtej rozmowy sprzed ślubu. Do jej stanowczego „teściowa to nie matka”. I czuję, że to nie ja ustawiłam ten dystans.

Cień innych doświadczeń

Z czasem zrozumiałam, że ta deklaracja nie wzięła się znikąd. Moja teściowa miała fatalne relacje ze swoją pierwszą synową, żoną (już byłą) starszego brata mojego męża.

Może więc zabezpieczyła się na przyszłość. Może uznała, że lepiej od razu nazwać rzeczy po imieniu i nie budować złudzeń.

Tylko że ja nie jestem jej dawną synową. Nie przyszłam z nastawieniem do walki. Chciałam normalnej relacji – może nie matki i córki, ale przynajmniej ciepłej bliskości.

Dziś mam wrażenie, że tkwimy w czymś, co zaczęło się jako deklaracja zasad, a stało się symbolem dystansu. I choć nikt już do tematu nie wraca, to to „pani” wybrzmiewa przy każdym spotkaniu.

Czasem myślę, że mogłabym to zmienić jednym słowem. Innym razem czuję bunt – dlaczego to ja mam zrobić pierwszy krok, skoro to nie ja postawiłam mur?

Może rzeczywiście matkę ma się jedną. Ale relację z teściową też można zbudować – bez porównań, bez lęków z przeszłości. Tylko trzeba chcieć je zostawić tam, gdzie ich miejsce.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Odkąd urodziłam, teściowa wpada do nas, kiedy chce. Miarka się przebrała, gdy wparowała do sypialni”

Reklama
Reklama
Reklama