Reklama

Wróciliśmy do domu szybciej, niż planowałam. Strój został rzucony na krzesło, buty wylądowały pod ścianą. Bal karnawałowy był zamkniętym rozdziałem. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Zrobiłam kolację, włączyłam bajkę, próbowałam wrócić do zwykłego rytmu. Dziecko było spokojne, zmęczone, jak po każdym intensywnym wydarzeniu. Nic nie zapowiadało tego, co miało się wydarzyć później.

Pytanie, które przyszło znienacka

Wieczorem, kiedy szykowałam je do snu, padło pytanie. Bez emocji, bez dramatyzmu, zupełnie zwyczajnym tonem. Takim, którym dzieci pytają o rzeczy naprawdę ważne. Zapytało, czy jego strój był gorszy od innych. Nie byłam gotowa.

To nie było pytanie o bal. Ani o zabawę. To było pytanie o wartość. O porównywanie. O to, czy ktoś był lepszy, bo miał więcej, inaczej, drożej.

Przez ułamek sekundy próbowałam znaleźć odpowiedź, która byłaby jednocześnie prawdziwa i bezpieczna. Taką, która niczego nie popsuje. I wtedy zrozumiałam, że nie mam jej w kieszeni.

Najbardziej zaskoczyło mnie nie samo pytanie, ale to, że w ogóle się pojawiło. Przecież dziecko nie narzekało. Bawiło się. Śmiało. Nie mówiło, że coś jest nie tak. A jednak coś zobaczyło. Coś usłyszało. Coś porównało. Może spojrzenia dorosłych. Może rozmowy pod salą. Może to, co ja sama miałam wypisane na twarzy.

Odpowiedź, która przyszła później

Nie odpowiedziałam od razu. Powiedziałam, że strój był dokładnie taki, jaki miał być. Że był wybrany razem. Że był wystarczający. I że to nie strój decyduje o tym, czy ktoś jest fajny. To była dobra odpowiedź. Poprawna. Ale dopiero później dotarło do mnie, że to nie była odpowiedź na wszystko.

Problem nie był w balu. Ani w stroju. Ani nawet w pytaniu. Problem był w świecie, w którym dzieci bardzo szybko uczą się porównywać, zanim jeszcze nauczą się wątpić w sens tych porównań. I w dorosłych, którzy często nie zdają sobie sprawy, jak wiele komunikatów wysyłają, nawet gdy milczą.

Nie byłam gotowa, ale byłam obecna

Tamtego wieczoru zrozumiałam, że nie da się przygotować na wszystkie pytania. Że niektóre przychodzą wcześniej, niż byśmy chcieli. I że bycie gotową nie zawsze oznacza mieć idealną odpowiedź. Czasem wystarczy nie zbyć pytania. Nie uciszyć. Nie zmienić tematu.

Strój trafił do szafy. Bal przestał istnieć. Ale pytanie zostało. Jako przypomnienie, że dzieci widzą więcej, niż nam się wydaje. I że czasem największym wyzwaniem nie jest to, co wydarza się publicznie, tylko to, co wraca z nami do domu.

Nie byłam gotowa. Ale następnym razem chcę być bardziej uważna. Na to, co mówię. I na to, co widać między słowami.

Reklama
Reklama
Reklama