Podrzucają dzieci do pustej zerówki o 7 i znikają. „Siedzą tam same bez opieki”
Dostaliśmy list od nauczyciela zerówki, który nie kryje niepokoju po porannych dyżurach w szkole. Opisuje dość lekkomyślne zachowanie rodziców, którzy śpiesząc się do pracy, zapominają o bezpieczeństwie dzieci.

Autor listu pracuje w jednej z podstawówek, gdzie działa szkolna zerówka. Zaznacza, że rozumie pośpiech rodziców, napięte grafiki i realia pracy zmianowej. Problem zaczyna się jednak tam, gdzie pośpiech wygrywa z bezpieczeństwem dzieci.
„Przywożą o siódmej i jadą dalej do pracy”
„Coraz częściej widzę, jak rodzice podjeżdżają pod szkołę o 7:00, czasem nawet kilka minut wcześniej. Odprowadzają dziecko do drzwi i znikają. W budynku nie ma jeszcze dyżurującego nauczyciela” – pisze. I dodaje, że nie są to pojedyncze przypadki, tylko powtarzający się schemat.
W tej szkole dyżur poranny zaczyna się o 7:30. W teorii to moment, od którego dziecko może być pod opieką placówki. W praktyce codziennie kilkoro dzieci pojawia się wcześniej. „Czekają w świetlicy, choć świetlica jest zamknięta, albo siedzą na ławce na korytarzu. Same. Bez opieki” – czytamy w liście.
Korytarz to nie poczekalnia dla sześciolatka
Wielu dorosłym może się wydawać, że „przecież nic się nie stanie”, bo szkoła to bezpieczne miejsce. Tyle że pusta szkoła nie działa tak jak szkoła w środku dnia. Nauczyciele nie dyżurują, sekretariat jest zamknięty, sprzątanie trwa albo jeszcze się nie zaczęło, a inny personel przemieszcza się po budynku sporadycznie.
„To nie jest sytuacja, w której ktoś zerknie co dwie minuty. W tych godzinach naprawdę bywa pusto” – podkreśla autor. Zwraca uwagę na oczywiste ryzyka: dziecko może wyjść przed szkołę, zgubić się w budynku, przewrócić się na schodach, wejść do niezamkniętej sali, w której leżą sprzęty albo środki czystości. Może też zostać zaczepione przez starszych uczniów, którzy przychodzą wcześniej na treningi czy zbiórki. Nawet jeśli do tej pory nic złego się nie wydarzyło, to wciąż jest to ruletka.
Ważny jest też wymiar emocjonalny. Sześciolatek pozostawiony samemu sobie w dużym, cichym budynku często czuje lęk, dezorientację, wstyd, że znów jest pierwszy. Dziecko tego nie nazwie, ale ciało pamięta takie poranki bardzo dobrze.

Rodzice mają obowiązek dopilnować przekazania opieki
W liście pojawia się proste zdanie, które warto powtórzyć: „Szkoła przejmuje odpowiedzialność dopiero wtedy, kiedy dziecko jest przekazane nauczycielowi na dyżurze”. To nie kwestia złośliwego regulaminu, tylko bezpieczeństwa i odpowiedzialności prawnej.
Jeśli rodzice muszą być w pracy wcześniej, szkoła często ma rozwiązania: świetlicę od konkretnej godziny, możliwość zgłoszenia wcześniejszego przyprowadzania dziecka w wyjątkowych sytuacjach, dyżury rotacyjne, czasem umowę z opiekunem. Tyle że to wymaga rozmowy, a nie zostawienia dziecka „na chwilę”.
Autor listu prosi, żebyśmy przekazali czytelnikom jedną myśl dalej: „Wiem, że rodzice są zmęczeni i zabiegani. Tylko bardzo proszę, żeby nie przerzucać tego zmęczenia na dzieci. One nie powinny zaczynać dnia od czekania w pustym korytarzu”.
Trudno się z tym nie zgodzić. Dla dorosłych siódma rano to kolejny punkt grafiku. Dla sześciolatka to moment, w którym potrzebuje poczucia, że ktoś nad nim czuwa. Jeśli odprowadzacie dzieci do zerówki, upewnijcie się, że przekazujecie je wprost pod opiekę konkretnej osoby. Nawet tych kilkanaście minut może zrobić wielką różnicę.
Zobacz też: 6 błędów wychowawczych szkoły. „Teraz muszę wszystko naprawiać w domu”