Pokolenie alfa to ciamajdy? „W przedszkolu codziennie widzę, co te matki wyprawiają”
Czasem wystarczy kilka minut w przedszkolnej szatni, żeby zacząć się nad czymś poważnie zastanawiać. Ostatnio, kiedy odprowadzałam do przedszkola moją pięcioletnią córkę, miałam chwilę, żeby spokojnie rozejrzeć się wokół. I wtedy zwróciłam uwagę na coś, czego wcześniej aż tak nie dostrzegałam.

Wielu rodziców ubierało swoje dzieci niemal od początku do końca. Dosłownie – jakby były małymi lalkami.
„Daj rączki, mama włoży kurteczkę”
Jedna mama trzymała kurtkę i wkładała dziecku ręce w rękawy. Inna klęczała przy podłodze i wiązała buty. Ktoś poprawiał czapkę, ktoś zapinał zamek, ktoś jeszcze zakładał plecaczek.
Dzieci często stały w tym czasie zupełnie biernie – z opuszczonymi rękami, czekając, aż wszystko zostanie zrobione za nie.
Patrzyłam na to i pomyślałam o swojej córce. Ona oczywiście nie zawsze robi wszystko idealnie. Czasem zamek się zatnie, a czasem zakładanie butów trwa zdecydowanie dłużej, niż bym chciała.
Ale mimo to staram się pozwalać jej robić te rzeczy samodzielnie.
Pięciolatek naprawdę wiele potrafi
Pięcioletnie dziecko naprawdę może być już dość samodzielne. Potrafi założyć kurtkę, włożyć buty, spróbować zapiąć zamek czy zawiązać szalik. Oczywiście nie zawsze zrobi to perfekcyjnie i czasem potrzebuje pomocy.
Tyle że jeśli odruchowo robimy wszystko za dziecko, to ono nawet nie ma okazji spróbować.
W przedszkolnej szatni często widać to bardzo wyraźnie. Rodzic działa szybko, sprawnie i w dobrej wierze – bo przecież tak jest szybciej. Problem w tym, że dla dziecka to kolejny sygnał: „Nie musisz tego robić sam, ktoś zrobi to za ciebie”.
A co będzie później?
Wracając z przedszkola, pomyślałam o czymś jeszcze. Dziś to tylko kurtka, buty czy czapka. Ale za rok czy dwa te same dzieci pójdą do szkoły i nagle znajdą się w zupełnie nowej rzeczywistości.
Tam nie będzie już czasu na to, żeby ktoś każdemu dziecku wkładał ręce w rękawy czy poprawiał buty. Nauczyciel ma pod opieką całą klasę i oczekuje, że uczniowie poradzą sobie z podstawowymi rzeczami sami.
Dlatego czasem mam wrażenie, że wyręczając dzieci w takich drobiazgach, robimy im niedźwiedzią przysługę. Zamiast pomagać im rosnąć w samodzielność, trochę je w tej samodzielności zatrzymujemy.
A przecież pięciolatek naprawdę potrafi więcej, niż nam się czasem wydaje. Trzeba mu tylko na to pozwolić – nawet jeśli oznacza to kilka minut dłużej spędzonych w przedszkolnej szatni.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Ten przedszkolny „rytuał” może szkodzić samodzielności dziecka. „Syn wrócił do domu zepsuty”