Reklama

Dziecko stoi nieruchomo jak manekin, a rodzic krąży wokół niego: poprawia rajstopki, wkłada ręce w rękawy, zapina suwak, zakłada czapkę, wiąże buty. Wszystko szybko, sprawnie i z najlepszymi intencjami. Problem w tym, że dziecko nie robi wtedy nic.

Codziennie rano obserwuję ten sam scenariusz. Trzyletni chłopiec stoi z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, a tata niemal siłą wkłada je w rękawy kurtki. Pięciolatka próbuje sama zapiąć sweterek, ale po kilku sekundach mama nie wytrzymuje: „Daj, bo źle to robisz”. Sześciolatek z zerówki stoi bez ruchu, podczas gdy babcia poprawia mu skarpetki, zapina bluzę i zawiązuje buty.

Patrzę na to i za każdym razem myślę o jednym: ci rodzice są przekonani, że pomagają. W rzeczywistości robią swoim dzieciom krzywdę.

Rodzice wychowują pokolenie manekinów

Najczęściej słyszę w szatni dwa zdania: „Nie mamy czasu” i „Ja zrobię to szybciej”. To prawda. Dorosły zawsze zrobi szybciej. Szybciej założy kurtkę, szybciej zapnie guziki i szybciej zawiąże buty. Tylko że za tydzień, za miesiąc i za rok dziecko nadal nie będzie tego umiało. Nie dlatego, że jest niezdolne. Po prostu nikt mu nie pozwolił się nauczyć.

Najbardziej zaskakuje mnie to, że takie sytuacje widzę nie tylko u trzylatków. Rozumiem, że maluch może potrzebować pomocy przy zamku czy sznurówkach. Ale naprawdę trudno patrzeć na dzieci z zerówki, które są traktowane jak lalki. Rodzic obraca dziecko w jedną i drugą stronę, a ono tylko czeka. Nie próbuje, nie pomaga, nie protestuje. Wie, że za chwilę ktoś zrobi wszystko za niego.

A potem ci sami rodzice przychodzą i mówią ze zdziwieniem: „On jest taki niesamodzielny”. „Ona nic nie chce zrobić sama”. „W domu ciągle słyszę: nie umiem”. Nie umie, bo nigdy nie musiała.

Dzieci nie uczą się samodzielności od słów. Nie wystarczy powiedzieć: „No już, ubieraj się”. One uczą się wtedy, kiedy mogą próbować. Kiedy wolno im zapiąć kurtkę krzywo, włożyć buty na odwrót, pomylić strony albo męczyć się z guzikiem przez kilka minut. To bywa irytujące, trwa długo i wymaga cierpliwości. Ale tylko tak dziecko nabiera pewności, że potrafi.

Pozwól dziecku się nauczyć

W przedszkolu często widzę coś, co dla wielu rodziców byłoby zaskoczeniem. Dziecko, które rano „nie umiało” założyć kurtki, po południu robi to samo. Bez problemu. Bo nie ma obok mamy, która po dwóch sekundach powie: „Daj, zrobię”.

Najsmutniejsze jest to, że dzieci bardzo szybko przyzwyczajają się do wyręczania. Po pewnym czasie nawet nie próbują. A przecież nie o to chodzi w wychowaniu. Nie wychowujemy dziecka po to, żeby w wieku sześciu czy siedmiu lat nadal stało bezradnie w szatni i czekało, aż ktoś zapnie mu bluzę. Naszym zadaniem jest wychować człowieka, który uwierzy, że potrafi zrobić coś sam.

Dlatego następnym razem, kiedy będziecie mieli ochotę powiedzieć: „Daj, mama zrobi”, spróbujcie się zatrzymać. Nawet jeśli będzie wolniej. Nawet jeśli niedokładnie. Nawet jeśli trzeba będzie poczekać te trzy minuty dłużej.

Bo właśnie w tych trzech minutach dziecko uczy się czegoś znacznie ważniejszego niż zapinanie kurtki. Uczy się, że sobie poradzi.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Nauczycielka nie jest od zmieniania pieluch”. Telefon z przedszkola zirytował matkę

Reklama
Reklama
Reklama