Reklama

Nie piszę tego, żeby kogokolwiek oceniać. Po prostu naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy nie popadamy z jednej skrajności w drugą.

Kiedyś dzieci były przegrzewane, dziś chyba marzną

Kiedy byłam dzieckiem, pamiętam zupełnie inną modę. Rodzice często ubierali nas bardzo ciepło – czasem nawet za ciepło. Czapka, szalik, gruba kurtka, a pod spodem jeszcze kilka warstw.

Dziś wielu rodziców powtarza, że dzieci trzeba hartować. Że nie wolno ich przegrzewać, że ruch na świeżym powietrzu jest najważniejszy.

I oczywiście zgadzam się z tym. Sama staram się nie ubierać dzieci jak „na Sybir”. Wiem, że bieganie i zabawa szybko rozgrzewają.

Ale wszystko ma przecież swoje granice.

Kiedy widzę dzieci biegające w krótkich spodenkach przy temperaturze pięciu stopni, naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest już przesada.

Czapka chyba nie jest wrogiem dziecka

Najbardziej zdziwiło mnie jednak coś innego. Wiele dzieci nie miało na głowie żadnej czapki.

Wiatr był naprawdę zimny. Ja sama po kilku minutach zaczęłam marznąć w uszy, a przecież byłam w kurtce i czapce.

Dzieci biegały, śmiały się, bawiły w berka. Ale kiedy podeszłam bliżej, zobaczyłam czerwone nosy i ręce schowane w rękawach.

Zaczęłam się zastanawiać, czy to naprawdę jest potrzebne.

Bo przecież czapka czy dłuższe spodnie nie oznaczają od razu, że dziecko jest przegrzane albo „hodowane pod kloszem”.

Czasem to po prostu zwykła troska o zdrowie.

dzieci na placu zabaw
Zdaniem mamy obecna pogoda to nie czas na lekkie ubrania, fot. AdobeStock/Mariusz Stoszewski

Czy naprawdę musimy udowadniać, że nasze dzieci są najtwardsze?

Mam wrażenie, że dziś wielu rodziców bardzo chce pokazać, że ich dzieci są odporne i zahartowane. Że nie chorują, że mogą biegać w każdą pogodę.

Tylko czy naprawdę trzeba to aż tak udowadniać?

Dzieci są różne. Jedne szybko się rozgrzewają podczas zabawy, inne marzną po kilku minutach. Jedne mają naturalnie więcej energii, inne są spokojniejsze.

Dlatego nie rozumiem trochę tej nowej mody na „minimalne ubieranie”.

Może się mylę, ale mam wrażenie, że czasem bardziej chodzi o przekonania dorosłych niż o realne potrzeby dzieci.

Nie twierdzę, że każde dziecko musi być opatulone szalikiem po sam nos. Ale gdy widzę maluchy w szortach i z gołą głową przy kilku stopniach na plusie, naprawdę robi mi się trochę zimno… nawet na samą myśl.

Zaczynam się zastanawiać, czy nie zapomnieliśmy gdzieś po drodze o zwykłym zdrowym rozsądku.

Pozdrawiam serdecznie,

Patrycja M.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Nauczycielka po 25 latach w szkole: „Tej 1 rzeczy nigdy nie powiem rodzicom wprost”

Reklama
Reklama
Reklama