Reklama

Dlaczego przedszkola nie są dla pracujących rodziców?

Jestem matką, która naprawdę nie wie, jak pogodzić pracę z opieką nad dzieckiem. Mój grafik jest bezlitosny – o 7:00 muszę być już na miejscu, w firmie. Nie w autobusie, nie w drodze, tylko na stanowisku pracy. Wstaję przed świtem, szykuję córkę, śniadanie, ubrania, a potem patrzę na zegarek i ręce mi opadają. Przedszkole, do którego udało nam się dostać, otwiera się dopiero o 8:00. Co ja mam robić przez tę godzinę z małym dzieckiem?

Reklama

Dla mnie to absurd. Przecież przedszkole powinno być wsparciem dla rodziców aktywnych zawodowo. Tymczasem odnoszę wrażenie, że system premiuje tych, którzy mają możliwość pospać do ósmej, odprowadzić dziecko na dziewiątą, a później spokojnie usiąść przy kawce. Ja takiej opcji nie mam i nigdy mieć nie będę. Moja praca nie zna elastycznych godzin.

Wina rodziców czy systemu?

Często słyszę od innych matek: „No to znajdź nianię”. Ale dlaczego mam płacić za prywatną opiekunkę, skoro moje dziecko ma miejsce w publicznym przedszkolu? Skoro państwo i samorząd zapewniają opiekę od trzeciego roku życia, to czemu ta opieka zaczyna się o godzinie, która kompletnie nie pasuje do realiów pracy większości ludzi?

Mam wrażenie, że ktoś układał te godziny, nie mając pojęcia, jak wygląda dzień pracującej matki. Naprawdę, z całym szacunkiem – ale czy ktoś, kto ustala regulaminy, kiedykolwiek wstawał o piątej, żeby zdążyć na autobus do pracy na siódmą? Bo ja muszę to robić codziennie.

Czuję się po prostu bezradna. Z jednej strony oczekuje się od nas, matek, żebyśmy były aktywne zawodowo, nie rezygnowały z kariery, miały swoje pasje. Z drugiej – system edukacji i opieki kompletnie nam tego nie ułatwia. Mam się rozdwoić? Mam zabierać córkę do pracy, posadzić ją pod biurkiem z kredkami? To brzmi absurdalnie, ale właśnie tak się czuję – jakby ktoś chciał mnie zmusić do niemożliwego.

Przedszkole powinno dostosować się do rodziców

Moim zdaniem przedszkola powinny otwierać się dużo wcześniej – od 6 rano albo od 5:30. To byłoby rozwiązanie, które naprawdę wspiera pracujących rodziców. Niech ci, którzy wolą przyprowadzać dzieci później, nadal to robią. Nikt im tego nie zabroni. Ale dlaczego ja i inni rodzice z porannymi zmianami mamy być na straconej pozycji?

Czasem mam poczucie, że matki takie jak ja są niewidzialne. Mówi się o elastycznym czasie pracy, o work-life balance, o wsparciu rodzin. Ale kto wspiera tych, którzy nie mogą zmienić godzin pracy, bo taki jest charakter zawodu? Mamy się czuć winni, że chcemy normalnie pracować i jednocześnie zapewnić dzieciom opiekę?

Wierzę, że nie jestem sama. Wiem, że jest mnóstwo rodziców, którzy codziennie zderzają się z tym samym absurdem. I naprawdę – to nie my powinniśmy się naginać i kombinować, tylko system powinien zostać dostosowany do realiów życia.

Ja nie proszę o luksus. Nie proszę o specjalne traktowanie. Chcę tylko, żeby przedszkola były otwierane o takiej godzinie, która umożliwia rodzicom normalne życie i pracę. Bo inaczej zostaje nam tylko frustracja, zmęczenie i poczucie, że nikogo nie obchodzi nasz codzienny wysiłek.

Maria


Chcesz skomentować albo opisać własną historię? Napisz do nas na adres: redakcja@mamotoja.pl. Czekamy na Twoją opinię.

Reklama

Zobacz też: Wg ekspertów ta bajka ogłupia, ale nasza rodzina ją kocha. Śmieszy mnie bardziej niż „Rick i Morty”

Reklama
Reklama
Reklama