Reklama

Każdego ranka odprowadzam córkę do szkoły i za każdym razem mam to samo uczucie ścisku w żołądku. Zbyt dobrze znam świat, w którym przyszło nam żyć.

Coraz częściej widzę siedmiolatki idące do szkoły same. Z plecakami większymi od nich, ze słuchawkami na uszach albo zapatrzone w telefon. Rodzice mówią: „Moje dziecko jest samodzielne”. A ja myślę: czy naprawdę wiecie, na jakim świecie żyjecie?

Siedmiolatek to wciąż dziecko, a nie mały dorosły

Moja córka ma siedem lat. Jest mądra, bystra, potrafi wiele rzeczy. Ale wciąż jest dzieckiem. Nie zawsze przewidzi zagrożenie. Nie zawsze właściwie oceni sytuację. Nie zawsze zareaguje tak, jakbyśmy tego oczekiwali.

Widzę dzieci, które same przechodzą przez ruchliwe ulice. Które stoją na pasach i nie wiedzą, czy samochód się zatrzyma. Które idą skrótem przez parking albo obok placu budowy. I pytam sama siebie: czy naprawdę kilka minut oszczędności jest warte takiego ryzyka?

Rodzice mówią, że „uczą dzieci życia”. Tylko że życie nie zawsze daje drugą szansę. Jedna chwila nieuwagi, jeden nieuważny kierowca, jeden dorosły o złych zamiarach – i wszystko może się skończyć.

Świat nie jest dziś bezpieczniejszy, tylko bardziej obojętny

Nie żyjemy w czasach, w których sąsiedzi znali się z imienia, a obcy reagowali, gdy coś było nie tak. Dziś każdy patrzy w swój telefon. Każdy się spieszy. Każdy zakłada, że „ktoś inny zareaguje”.

Boję się nie tylko ruchu ulicznego. Boję się obcych ludzi, którzy potrafią zagadać dziecko. Boję się starszych uczniów, agresji, wyśmiewania. Boję się tego, że moje dziecko zostanie samo z problemem, którego nie uniesie.

Ktoś mi powiedział: „Przesadzasz, moje dziecko chodzi samo i nic się nie stało”. Tylko że bezpieczeństwo to nie statystyka. To odpowiedzialność. To świadomość, że jeśli coś się wydarzy, nie da się tego cofnąć.

dziecko samo na ulicy
Dziecko samo na ulicy to zdaniem mamy zbyt duże ryzyko, fot. AdobeStock/Ivan

Nigdy nie puściłabym 7-letniego dziecka samego

Nie wstydzę się tego powiedzieć: nigdy nie puściłabym mojej siedmioletniej córki samej do szkoły. I nie dlatego, że chcę ją kontrolować. Dlatego, że chcę ją chronić. Na samodzielność przyjdzie czas. Teraz jest czas na poczucie bezpieczeństwa.

Widzę, jak moja córka idzie obok mnie spokojniejsza. Jak opowiada, co ją czeka w szkole. Jak ściska moją dłoń na przejściu. To są drobne rzeczy, ale dla mnie bezcenne.

Mam wrażenie, że w pogoni za wychowaniem „zaradnych dzieci” zapominamy, że one wciąż potrzebują dorosłych. Odpowiedzialność rodzica nie polega na puszczeniu ręki jak najszybciej, tylko wtedy, gdy naprawdę jest na to gotowość.

Może jestem przewrażliwiona. Może przesadzam. Ale wolę być tą „nadopiekuńczą matką” niż tą, która będzie sobie do końca życia zadawać pytanie: a co, gdyby…

Pozdrawiam,

Mama siedmiolatki


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Te dzieci mają dobre oceny bez korepetycji. W ich domach obowiązuje 5 reguł

Reklama
Reklama
Reklama