Reklama

Jeszcze kilka lat temu pytanie o codzienne puszczanie bajek brzmiałoby jak prowokacja. Dziś pada regularnie – w gabinetach psychologów, na forach rodzicielskich, w wiadomościach, które dostaję jako redaktorka naczelna. „Czy naprawdę robię krzywdę dziecku, jeśli codziennie ogląda bajkę?”, „Czy to już uzależnienie?”, „Czy powinnam czuć wyrzuty sumienia?”.

I nie są to pytania rodziców „leniwych” czy „niezaangażowanych”. Wręcz przeciwnie – zadają je ci najbardziej uważni, zmęczeni i bombardowani sprzecznymi komunikatami.

Bajki jako symbol rodzicielskiej winy

W debacie o ekranach bajki stały się czymś więcej niż formą rozrywki. Stały się symbolem. Z jednej strony – chwilą oddechu dla rodzica. Z drugiej – szybkim skrótem do poczucia winy.

Przez lata narracja była prosta: im mniej bajek, tym lepiej. Zero-jedynkowo, bez kontekstu, bez miejsca na realne życie. Tylko że życie rodziców nie jest laboratoryjnym eksperymentem.

Nie żyjemy w świecie, w którym jeden rodzic zajmuje się dzieckiem przez cały dzień, a drugi wraca o 16:00 z pracy. Żyjemy w świecie zmęczenia, pracy zdalnej, chorób, rodzeństwa, samotnego macierzyństwa, wieczorów, które trzeba „dowieźć”. I w tym świecie bajki po prostu są.

Co naprawdę mówi psychologia o bajkach

Psychologia rozwojowa nie mówi dziś: „bajki szkodzą”. Mówi raczej: znaczenie ma sposób, treść i kontekst. Inaczej działa bajka puszczona dziecku „żeby dało mi spokój na kilka godzin”, a inaczej ta, która jest stałym, przewidywalnym elementem dnia. Inaczej działa agresywna, szybko zmieniająca się animacja, a inaczej spokojna historia z narracją i pauzami.

Dzieci potrzebują rytmu. Jeśli bajka jest jednym z punktów dnia – po przedszkolu, po kolacji, przed kąpielą – przestaje być „nagrodą” czy „znieczuleniem”. Staje się czymś oswojonym. A to ogromna różnica.

Zobacz koniecznie: 5 bajek, przy których dziecko rozwija się książkowo. Możesz je włączać z czystym sumieniem

Codziennie nie znaczy bezrefleksyjnie

Najczęściej słyszę pytanie: „Ale codziennie to już za dużo, prawda?”. Odpowiadam wtedy pytaniem zwrotnym: a co znaczy codziennie? Pięć minut? Dwadzieścia? Jedna bajka, czy pięć odcinków pod rząd? W samotności czy z dorosłym obok?

Problemem nie jest codzienność, tylko brak granic. Dziecko, które codziennie ogląda jedną bajkę, a potem wraca do zabawy, nie jest dzieckiem „uzależnionym od ekranu”. Dziecko, które nie potrafi funkcjonować bez włączonego telewizora w tle – być może potrzebuje innej formy regulacji emocji. I to jest sygnał, nie wyrok.

Bajka jako regulator emocji – kiedy to działa, a kiedy nie

Rodzice często nieświadomie używają bajek jako regulatora emocji: na złość, płacz, zmęczenie. I tu rzeczywiście warto się zatrzymać. Jeśli ekran jest jedynym sposobem na ukojenie dziecka, to z czasem może stać się problemem. Ale jeśli jest jednym z wielu – obok przytulenia, rozmowy, obecności – nie demonizujmy go.

Z mojego doświadczenia wynika coś jeszcze: dzieci często „nie mogą oderwać się od bajki” nie dlatego, że bajka jest tak wciągająca, ale dlatego, że po jej wyłączeniu wraca chaos. Hałas, pośpiech, napięcie dorosłych. Bajka bywa wtedy jedyną spokojną przestrzenią.

Rodzic też ma prawo do odpoczynku

To zdanie wciąż brzmi kontrowersyjnie, a nie powinno: rodzic ma prawo do chwili ciszy. Do wypicia ciepłej kawy. Do bycia przez moment poza rolą.

Dziecko nie potrzebuje rodzica idealnego. Potrzebuje wystarczająco dobrego – takiego, który jest obecny, ale nie wypalony.

Jeśli bajka pomaga ci przetrwać trudny moment dnia, to nie jest porażka wychowawcza. To strategia radzenia sobie. Ważne tylko, by nie była jedyną.

Zamiast pytania „czy szkodzi?” – inne, ważniejsze

Po latach rozmów z ekspertami i rodzicami wiem, że pytanie „czy puszczanie bajek codziennie szkodzi?” jest źle postawione. Lepsze brzmi:

  • Jaką rolę bajki pełnią w naszym domu?
  • Czy dziecko ma też inne formy odpoczynku i regulacji emocji?
  • Czy ekran zastępuje relację, czy ją uzupełnia?

Bajki same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Są narzędziem. A każde narzędzie może pomóc albo zaszkodzić – w zależności od tego, jak i po co go używamy.

I może zamiast kolejnego zakazu warto dać sobie trochę więcej zaufania. Bo dzieci wychowują się nie od liczby minut przed ekranem, ale od jakości relacji, którą z nimi budujemy – także wtedy, gdy na chwilę włączamy bajkę.

Reklama
Reklama
Reklama