Rodzice na feriach robią wiochę na pół hotelu. „Potem się dziwicie, że nikt nie lubi waszych dzieci”
Matka 10-letniego chłopca opisała wstrząsające sytuacje, które przeżyła w Beskidach. Krzyki, szydzenie z dzieci, upokarzanie pracowników. „Wstyd, że to my dorośli uczymy dzieci pogardy” – pisze.

Magdalena, mama 10-letniego Antka, spędzała ferie zimowe z rodziną w Beskidach. W liście do redakcji opisała sceny, które zapadły jej w pamięć – i które, jak sądzi, jej syn zapamięta na długo.
W hotelowej restauracji: „Płacę, to wymagam” – dziecko patrzy, jak matka poniża
„Byliśmy na śniadaniu, gdy usłyszeliśmy kobietę krzyczącą na obsługę: 'Moje dziecko nie będzie czekać 5 minut na naleśniki! Płacę, to wymagam!'. Mały patrzył na nią z zaskoczeniem, ale nikt nie powiedział ani słowa. Ani jej, ani dziecku”.
Magdalena zauważa, że tego typu zachowania są często odbierane przez dzieci jako normy. „Nie chodzi o to, co mówimy dzieciom, tylko o to, co pokazujemy własnym zachowaniem” – podkreśla.
Na stoku: ojciec śmieje się z dziecka – chłopiec płacze, a rodzice patrzą
Inna scena rozegrała się na stoku narciarskim. Magdalena relacjonuje: „Usłyszeliśmy dorosłego mężczyznę, który patrzył na chłopca uczącego się jazdy i powiedział do swojego syna: 'Zobacz, jak ten jeździ – jak pokraka'. Dziecko rozpłakało się. Jego matka starała się je pocieszyć, ale wszyscy udawali, że nic się nie stało”.
„To było okrutne. Tylko dlatego, że ktoś ma większe umiejętności, pozwala sobie na pogardę wobec innych. Jakie to daje sygnały dzieciom?” – pisze Magdalena.
„Niech sobie krzyczą, niech się wpychają” – dzieci bez granic
Matka 10-latka zwróciła też uwagę na brak zasad i granic, które powinni wyznaczać rodzice. „Dzieci biegają po hotelu, wrzeszczą, popychają się przy bufecie. A rodzice? Śmieją się albo mówią: 'Niech sobie krzyczą, są ferie'”.
Magdalena przyznaje, że te zachowania są powszechne i niestety akceptowane. „To nie dzieci są bezczelne. To my, rodzice, im na to pozwalamy. Potem się dziwimy, że nikt ich nie lubi”.

Wypożyczalnia nart: „Nie przejmuj się panem, niech się nie wtrąca” – matka broni agresji
Do kolejnej sytuacji doszło w wypożyczalni nart. Magdalena opisuje: „Chłopiec rzucił butami narciarskimi o ladę. Pracownik zwrócił mu uwagę. Matka od razu zareagowała: 'Nie przejmuj się panem – niech się nie wtrąca. Nie jest od wychowywania'. Stałam tam i nie mogłam uwierzyć”.
Z listu wybrzmiewa frustracja i żal. „Zamiast uczyć dzieci szacunku, uczymy je arogancji i pogardy. A potem mamy pretensje, że są niegrzeczne”.
Magdalena: „To my jesteśmy problemem, nie nasze dzieci”
W podsumowaniu swojego listu Magdalena pisze: „Wstyd mi. Nie za dzieci, tylko za dorosłych. Za siebie też, że nie miałam odwagi zareagować.”
Zamiast rodzinnych wspomnień, jej syn wrócił z ferii z obrazem pogardy, lekceważenia i braku empatii. „To nie ferie będą pamiętać nasze dzieci, tylko to, jak ich rodzice traktują innych ludzi.”
„Jeśli chcemy, by nasze dzieci były lepsze, musimy najpierw stać się lepszymi ludźmi. Inaczej przekażemy im tylko to, co najgorsze” – kończy swój list Magdalena.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Na tę 1 rzecz mądrzy rodzice nie szczędzą pieniędzy. To zaprocentuje w przyszłości