Rodzice wymuszają zawyżanie ocen na semestr. Nauczycielka: „SMS od matki ucznia był jak policzek”
Coraz więcej nauczycieli skarży się na presję ze strony rodziców, którzy chcą wpływać na oceny swoich dzieci. List od polonistki, który trafił do naszej redakcji, pokazuje, jak napięta bywa atmosfera przed klasyfikacją.

Autorka listu – nauczycielka języka polskiego z wieloletnim stażem – pisze wprost, że końcówka semestru coraz częściej zamienia się w walkę z roszczeniami rodziców. „Od kilku lat widzę, że zamiast rozmowy o brakach, rodzice pytają tylko o to, co zrobić, żeby była piątka” – wyznaje w liście.
„Nie jestem od spełniania życzeń, tylko od uczenia”
Opisuje, że w jej szkole normą stały się wiadomości z prośbą o „przemyślenie oceny”, podnoszenie punktów z kartkówek albo deklaracje, że dziecko „naprawdę się starało i to powinno wystarczyć”. Polonistka podkreśla jednak, że obowiązują jasne kryteria: „Ocena ma pokazywać poziom, a nie marzenia rodziców”.
Jej zdaniem problem narasta z każdym rokiem. Rodzice boją się, że „gorsza” ocena zamknie dziecku drzwi do przyszłości, a presję przenoszą na nauczycieli. „Mam wrażenie, że czasem jestem traktowana jak urzędniczka od zatwierdzania czyichś ambicji, a nie osoba, która widzi dzieci codziennie i zna ich realne możliwości” – dodaje.
„Ten SMS był jak policzek”
Najmocniejszy fragment listu dotyczył sytuacji, która – jak pisze nauczycielka – przelała czarę goryczy. W dniu, kiedy wystawiała oceny proponowane, dostała SMS od matki jednej z uczennic. Treść była krótka, ale niezwykle dotkliwa: „Chyba minęła się pani z powołaniem, skoro nie widzi pani, że moja córka jest świetna z polskiego i zasługuje na 5”.
Polonistka przyznaje, że zamarła, czytając wiadomość. „Przez lata pracy spotykałam różne reakcje, ale pierwszy raz ktoś wprost zakwestionował moje kompetencje tylko dlatego, że jego dziecko nie dostało wymarzonej oceny” – relacjonuje.
Podkreśla, że uczennica jest zdolna i pracowita, jednak nie spełnia wszystkich wymagań na ocenę bardzo dobrą. „Oceny nie są prezentami na święta. Jeśli wystawiam czwórkę, to dlatego, że na nią zapracowała. I to jest w porządku” – zaznacza.

„Ostatnie słowo należy do nauczyciela”
W liście nauczycielka przypomina, że to pedagodzy – zgodnie z prawem i zdrowym rozsądkiem – są odpowiedzialni za ocenianie uczniów. „Rozumiem emocje rodziców, ale to ja codziennie pracuję z klasą, sprawdzam ich prace, widzę postępy i trudności. Ostatnie słowo należy do mnie, nie do rodzica” – pisze.
Kończy apelem o zaufanie i spokojniejszą rozmowę o edukacji. Wyraźnie podkreśla, że ocena semestralna nie jest wyrokiem ani etykietą na przyszłość, a jedynie informacją o tym, gdzie uczeń znajduje się w danym momencie.
List polonistki pokazuje, że za szkolnymi cyfrowymi wynikami kryją się realne emocje i coraz trudniejsza relacja między rodzicami a nauczycielami. Coraz więcej pedagogów mówi wprost: potrzebujemy współpracy, a nie presji.
Zobacz też: Zabrała dziecko z prywatnej szkoły. „Zaczęło się dokuczanie, bo nie latamy do Włoch co weekend”