Rodzice załamani świętami i Nowym Rokiem. „Nie wiem, jak przetrwamy do stycznia”
Do redakcji napisała mama, która – jak wielu rodziców – czuje ogromne zmęczenie i narastającą frustrację długą przerwą świąteczną. Jej słowa odbijają się echem w setkach domów, gdzie dorośli próbują pogodzić pracę, obowiązki i opiekę nad dziećmi, które do szkoły wracają dopiero w styczniu.

List, który trafił do naszej redakcji, zaczynał się zdaniem, które może powtórzyć dziś wielu rodziców: „Nie wiem, jak przetrwamy do stycznia, czuję się już wykończona”.
Święta, które męczą bardziej niż cieszą
Mama dwójki uczniów opisuje, że zamiast radosnego oczekiwania na święta w jej domu rośnie napięcie. Dzieci, wiedząc, że szkoła wróci dopiero po Nowym Roku, wybijają się z rytmu, a dom zamienia się w plac zabaw połączony z centrum rozrywki.
„Bo ja już nie wiem, jak mam ich oderwać od telefonów” – pisze. Podkreśla, że w teorii wszyscy mówią o rodzinnej magii świąt, a w praktyce większość rodziców pracuje, musi nadrabiać zawodowe zaległości i nie ma możliwości organizowania dzieciom czasu od rana do wieczora. Gdy jedni w sieci pokazują kadry z wyjazdów w góry, inni, tak jak autorka listu, muszą codziennie mierzyć się z rzeczywistością: zamkniętymi szkołami i dziećmi spragnionymi non stop atrakcji.
Obawy o naukę i powrót do rutyny
Mama pisze wprost: „Boję się, że po tej przerwie oni w ogóle zapomną, co to nauka”. Jej zdaniem wyjątkowo długa pauza między świętami a nowym rokiem, a potem szybkie wejście w ferie zimowe sprawi, że uczniowie wypadną z trybu szkolnego na długie tygodnie. Wielu dorosłych podziela ten lęk – dzieci już teraz trudniej zmobilizować, a powrót do obowiązków może okazać się jeszcze bardziej bolesny.
Autorka opisuje, jak jej pociechy „zamieniają się w domowe zombie”, jeśli tylko dostaną możliwość spędzania czasu przed ekranami. Z żalem przyznaje, że choć chciałaby codziennie proponować kreatywne zabawy, realia są inne: rodzice pracują, a nie każdego stać na wycieczki, seanse w kinie albo płatne zajęcia. To poczucie presji, że trzeba „zapewniać atrakcje”, dodatkowo odbiera jej spokój.

Codzienność, o której mało się mówi
List kończy się słowami, które najtrafniej podsumowują nastroje wielu rodzin: „Uwielbiam swoje dzieci, ale nie wiem, kto wymyśla tak długie przerwy. My też mamy ograniczenia i zwyczajnie nie dajemy rady”.
To nie jest historia jednej mamy – to głos tysięcy, którzy próbują zapanować nad chaosem, gdy rzeczywistość nie wygląda jak reklama świątecznej idylli. Rodzice walczą nie tylko z brakiem czasu, lecz także z wyrzutami sumienia, że nie mogą stale zapewniać dzieciom atrakcyjnych zajęć.
List, choć pełen emocji, przypomina jedną ważną rzecz: przerwy świąteczne i ferie są wyzwaniem nie tylko dla uczniów, ale też dla dorosłych, którzy robią, co mogą, by utrzymać równowagę między życiem rodzinnym a pracą. A czasem najcenniejszym prezentem okazuje się zwykłe zrozumienie – że nie każdy musi być superbohaterem grudnia.
Zobacz też: „Moje dziecko nie chce śpiewać kolęd”. Ten moment mówi o nas więcej, niż myślimy