Rodzice zapominają, że dzieci nie są ich przyjaciółmi. Psycholog: „To 3 kroki do stawiania granic”
Współcześni rodzice nie chcą powielać błędów, które pamiętają z własnego dzieciństwa. W tym wszystkim łatwo jednak przekroczyć cienką granicę – z rodzica stać się kumplem. Tym, który na wszystko się zgadza, wygłupia się, unika trudnych decyzji. Z zewnątrz wygląda to jak relacja idealna, ale to iluzja.

Dziecko nie powinno widzieć w rodzicu przyjaciela, bo nie tego potrzebuje. Ono potrzebuje kogoś, kto uniesie odpowiedzialność, wyznaczy ramy i zapewni bezpieczeństwo – także wtedy, gdy to niewygodne. Jak mówi mi znajoma psycholożka: „Dziecko może mieć oczekiwania względem rodzica, ale nie może nim kierować. To dorosły ma być sterem”.
1. Odpowiedzialność zawsze zostaje po stronie dorosłego
Pierwszym krokiem do zdrowych granic jest uświadomienie sobie, że to rodzic odpowiada za decyzje. Dziecko może mieć zdanie, emocje, potrzeby – ale nie powinno decydować o sprawach, które je przerastają.
Kiedy pytamy kilkulatka, czy chce iść spać, czy woli nie, oddajemy mu coś, czego nie jest w stanie udźwignąć. Przyjaciele podejmują decyzje razem. Rodzic podejmuje decyzje z myślą o dziecku – nawet jeśli dziecku się to nie podoba.
2. Bliskość nie wyklucza granic
Wielu rodziców boi się, że stawianie granic zniszczy relację. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Dziecko czuje się bezpieczne wtedy, gdy świat ma strukturę, a dorosły jest przewidywalny.
Można być czułym, empatycznym i jednocześnie mówić „nie”. Można przytulać dziecko w złości i jednocześnie nie zgadzać się na jego zachowanie. Przyjaźń opiera się na równości. Relacja rodzic–dziecko opiera się na odpowiedzialnej asymetrii.
3. Nie musisz być lubiana, żeby być dobrą mamą
To jeden z najtrudniejszych punktów. Wielu dorosłych chce, żeby dziecko ich lubiło – zawsze, bezwarunkowo, tu i teraz. Tymczasem bycie rodzicem oznacza zgodę na to, że czasem dziecko będzie złe, rozczarowane, sfrustrowane.
Jak podkreśla psycholożka: „Rodzic nie jest od tego, żeby dziecko było zadowolone w każdej chwili. Jest od tego, żeby dziecko było bezpieczne i rozwijało się w zdrowych warunkach”. To wymaga odwagi do stawiania granic, nawet jeśli kosztuje to chwilową niechęć.
Dzieci nie potrzebują kumpla od wygłupów. Mają ich wystarczająco wśród rówieśników. Potrzebują dorosłego, który pokaże im świat, nauczy regulować emocje i będzie punktem odniesienia, gdy zrobi się trudno. Przyjaźń może przyjść później – kiedy dziecko dorośnie. Na początku potrzebuje rodzica.
Zobacz także: Żyjemy w czasach, gdy rodzice boją się własnych dzieci. „Jesteś matką, a nie koleżanką”