Reklama

Droga Redakcjo, piszę ten list z ciężkim sercem, bo nigdy nie przypuszczałam, że dojdziemy do takiego momentu. Wielkanoc zawsze była dla mnie świętem wspólnoty, zapachów z kuchni i stołu, przy którym każdy miał swoje miejsce. Dziś ten obraz pęka – i to z bardzo prozaicznego powodu: pieniędzy.

Z mężem od kilku miesięcy liczymy każdy grosz. Rachunki rosną, ceny w sklepach też. Niby człowiek się przyzwyczaja, niby jakoś sobie radzi. Ale kiedy zaczęłam planować świąteczne zakupy, zrozumiałam, że tym razem to nie będzie „skromniej”. To będzie… prawie wcale.

„Na wszystkim oszczędzamy, a i tak nie starcza”

Poszłam do sklepu z listą: jajka, biała kiełbasa, kawałek mięsa, coś na ciasto. Nic szalonego, żadnych luksusów. A jednak rachunek, który zobaczyłam przy kasie, był dla mnie szokiem.

Zaczęłam odkładać rzeczy z koszyka. Najpierw coś „mniej potrzebnego”, potem kolejne produkty. W końcu zostałam z podstawami. Dosłownie.

Wróciłam do domu i powiedziałam mężowi: „Zrobimy święta, ale bardzo skromne”. On tylko spojrzał na mnie i powiedział: „Może w ogóle ich nie róbmy?”.

Zrobiło mi się wtedy naprawdę smutno.

„Nie zaproszę rodziny, bo będzie mi wstyd”

Najtrudniejsze przyszło później. Telefony od rodziców, pytania: „To u was w tym roku?”, „O której przyjechać?”, „Co przygotować?”.

A ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

Bo prawda jest taka, że nie mam czym ich ugościć. Nie chodzi o wystawne potrawy czy pełen stół jak z reklamy. Chodzi o poczucie, że mogę zaprosić bliskich i nie martwić się, czy wystarczy dla wszystkich.

Dziś mam wrażenie, że stać mnie co najwyżej na „chleb z cebulą” – i mówię to pół żartem, pół serio.

Nie chcę, żeby ktoś czuł się u mnie skrępowany. Nie chcę, żeby było widać, że liczę każdy plasterek. Ale przede wszystkim – nie chcę czuć tego wstydu.

Dlatego podjęliśmy z mężem decyzję: w tym roku nie zapraszamy nikogo.

rodzinne święta
Święta powinny być czasem radości, a nie liczenia każdej złotówki, fot. AdobeStock/Jelena

„To nie takie święta, jakie pamiętam”

Najbardziej boli mnie to, że Wielkanoc zawsze była dla mnie czymś więcej niż jedzeniem. To był czas bliskości, rozmów, śmiechu. Nawet jeśli na stole nie było wiele, zawsze było „dla wszystkich”.

Dziś mam wrażenie, że wszystko się zmieniło. Że święta stały się kolejnym wydatkiem, który trzeba „udźwignąć”.

Widzę też, jak reagują moi rodzice. Dopytują, nie rozumieją, próbują namawiać. A ja nie mam siły tłumaczyć, że to nie jest kwestia chęci, tylko możliwości.

Może ktoś powie: „Przecież można zrobić coś skromnego”. Oczywiście, że można. Tylko że czasem nawet to „skromne” zaczyna być poza zasięgiem.

Pewnie wiele rodzin przeżywa teraz dokładnie to samo, tylko nie mówi o tym głośno. Bo wstyd. A przecież święta nie powinny się z nim kojarzyć...

Z wyrazami szacunku,

Roksana


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Nie pozwalam córce jeść obiadów u koleżanek. Spaliłabym się ze wstydu, że ktoś mi karmi dziecko”

Reklama
Reklama
Reklama