Reklama

Droga Redakcjo! Skasowałam kontrolę rodzicielską w telefonie mojego dziecka. Nie zrobiłam tego impulsywnie. To była decyzja, która dojrzewała we mnie długo, pod wpływem rozmów, obserwacji i codziennych sytuacji. Coraz częściej miałam poczucie, że zamiast uczyć dziecko odpowiedzialności, uczę je obchodzenia zakazów. A to coś zupełnie innego.

Kontrola, zamiast rozmowy, zaczęła nas oddalać

Na początku kontrola rodzicielska dawała mi spokój. Wiedziałam, ile czasu syn spędza w telefonie, jakie aplikacje ma zablokowane, co „wolno”, a czego „nie wolno”. Tylko że z czasem zauważyłam coś niepokojącego – moje dziecko przestało ze mną rozmawiać o internecie.

Zamiast pytać, kombinowało. Zamiast przyznać się, że coś je zaciekawiło lub zaniepokoiło, ukrywało ekran. Złapałam się na tym, że relacja zaczyna przypominać grę w kotka i myszkę. Ja – strażnik. On – sprytny uciekinier. To nie tak miało wyglądać.

W moim otoczeniu widzę podobne historie. Koleżanka z pracy chwali się, że jej córka „nie ma dostępu do niczego”, a potem opowiada, że dziecko zna TikToka lepiej niż ona – tylko z telefonu koleżanki. Inna mama jest dumna z blokad, a jej syn ogląda wszystko u sąsiadów.

Nie chcę wychować cyfrowego analfabety

Świat mojego dziecka będzie światem technologii. Tego nie zmieni żadna aplikacja kontrolująca. Jeśli dziś nie nauczy się poruszać po nim mądrze, to kiedy ma to zrobić? W wieku 18 lat, z dnia na dzień, bez żadnych narzędzi?

Widzę dzieci znajomych, które nie potrafią wysłać maila, sprawdzić źródła informacji ani odróżnić reklamy od treści. Za to doskonale wiedzą, jak ukrywać swoje działania przed dorosłymi. Czy o to nam chodziło?

Po skasowaniu kontroli rodzicielskiej nie oddałam dziecku telefonu „bez zasad”. Zamiast blokad wprowadziłam rozmowy. O tym, co ogląda. Co go wciąga. Co go niepokoi. O hejcie, manipulacjach, algorytmach. To trudniejsze niż kliknięcie „zablokuj”, ale dużo bardziej uczciwe.

smartfony i dzieci
Mama nie wierzy w skuteczność kontroli rodzicielskiej u starszych dzieci, fot. AdobeStock/pressmaster

Zakazy nie uczą odpowiedzialności, tylko strachu

Wiem, że inni rodzice patrzą na mnie z niedowierzaniem. Słyszę, że „robię krzywdę”, że „za wcześnie”, że „się zdziwię”. A ja widzę dziecko, które przychodzi i mówi: „Mamo, trafiłem na coś dziwnego” − zamiast chować telefon pod kołdrą.

Nie twierdzę, że kontrola rodzicielska jest zawsze zła. Ale wierzę, że w pewnym wieku staje się protezą zamiast wsparciem. Dwunastolatek to nie maluch. To młody człowiek, który musi uczyć się wyborów – także tych złych, by zrozumieć ich konsekwencje.

Nie chcę wychować dziecka, które zna świat tylko zza zakazów. Chcę wychować człowieka, który potrafi w nim funkcjonować. I choć wiem, że to droga trudniejsza i bardziej wymagająca ode mnie, czuję, że to jedyna uczciwa.

Asia


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Te dzieci nie mają problemów z nauką. Rodzice pilnują 5 zasad w domu

Reklama
Reklama
Reklama