Skoro świt przyszła wiadomość z przedszkola. „Zostawiłam córkę w domu, nie będę ryzykować”
Poranek zapowiadał się zupełnie zwyczajnie. Szykowałam córkę do przedszkola, robiłam śniadanie i jednocześnie zerkałam na telefon. Wtedy pojawiło się powiadomienie na grupie rodziców. Jedno zdanie wystarczyło, żebym w ostatniej chwili zmieniła decyzję. Córka została w domu.

Wszystko działo się bardzo szybko. Plecaczek był już spakowany, kurtka czekała w przedpokoju, a my byłyśmy właściwie gotowe do wyjścia.
Wtedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk wiadomości w telefonie. Otworzyłam powiadomienie i zobaczyłam informację z przedszkola: w naszej grupie pojawiły się owsiki.
Przyznam, że przez chwilę po prostu patrzyłam w ekran. Owsiki to niby nic dramatycznego – wiele dzieci przez to przechodzi. Ale każdy rodzic, który kiedyś się z tym zmagał, wie, jak bardzo potrafi to uprzykrzyć życie całej rodzinie.
Wystarczy jedno dziecko w grupie i po kilku dniach pół przedszkola zaczyna się drapać, źle spać i narzekać na swędzenie. A potem zaczyna się cały domowy rytuał: pranie pościeli, sprzątanie, kontrolowanie paznokci i tłumaczenie dziecku, dlaczego znowu musi brać lekarstwo.
W ostatniej chwili zmieniłam decyzję
Stałam w przedpokoju z telefonem w ręce i przez chwilę się wahałam. Z jednej strony pomyślałam: może przesadzam. W końcu dzieci w przedszkolu łapią różne rzeczy – infekcje, wszy, wirusy.
Z drugiej strony dobrze wiedziałam, jak szybko takie rzeczy się rozprzestrzeniają. I jak trudno potem zatrzymać tę spiralę.
Spojrzałam na córkę, która właśnie wkładała buty i opowiadała mi coś o zabawie, którą planowała z koleżanką. W jednej chwili podjęłam decyzję.
„Wiesz co? Dziś zostajemy w domu” – powiedziałam. Trochę się zdziwiła, ale nie protestowała. Dla niej dodatkowy dzień w domu to przecież żadna tragedia.
Rodzice dobrze znają ten scenariusz
Siedząc później z kubkiem kawy przy komputerze, pomyślałam, że życie rodzica często wygląda właśnie tak. Wszystko jest zaplanowane co do minuty, a potem jedno powiadomienie potrafi wywrócić cały dzień do góry nogami.
Przedszkola to miejsca, w których dzieci uczą się, bawią i budują odporność. Ale prawda jest też taka, że różne drobne „niespodzianki” pojawiają się tam regularnie – od infekcji po problemy takie jak wszy czy pasożyty.
I wtedy każdy rodzic musi podjąć decyzję: zaryzykować czy dmuchać na zimne.
Tego dnia wybrałam ostrożność. Córka została w domu, a ja próbowałam pogodzić pracę z domowym przedszkolem.
Czy przesadziłam? Może trochę. Ale jeśli miałam wybierać między jednym spokojnym dniem w domu a kilkoma tygodniami walki z owsikami, decyzja była dla mnie całkiem prosta.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Zadzwoniła z przedszkola do rodzica 3-latki: „Niech Pani nie dzwoni z takimi bzdetami”